sobota, 24 kwietnia 2010

Narcissus jonquilla L.

W zasadzie tego posta miałam napisać na początku marca, ale zleciało i oto temat przeniósł się na koniec kwietnia, co wcale nie jest jednak takie zupełnie bezsensowne biorąc pod uwagę wiosenną aurę panującą w przyrodzie. A rzecz będzie o narcyzie żonkilu.

Kwiat ten znany jest ludziom od dawien dawna. Już przecież w mitologii greckiej znajdujemy opowieść o Narcyzie – przepięknym chłopcu, który ujrzawszy swoje własne odbicie w strumyku, zakochał się sam w sobie beznadziejną miłością. W końcu umarł z próżnej tęsknoty, a gdy go złożono w ziemi, na grobie wyrósł kwiat o białych płatkach i złotym sercu, który nazwano narcyzem.*

A skąd żonkil? Niestety nazwa ta nie ma w sobie nic tajemniczego, choć mój z lekka wypaczony umysł doszukiwał się powiązań słowa żon-kil z zabójcą żon, co biorąc pod uwagę trujące właściwości tej rośliny, której cebulka w zasadzie nie różni się za bardzo wyglądem od zwykłej cebuli i pewnie nie raz po cichu była dodawana do talerza z obiadem, który niejednokrotnie stawał się ostatnim posiłkiem ofiary. Żonkil to spolszczona wersja francuskiej nazwy jonquille, która z kolei wywodzi się z języka hiszpańskiego, gdzie junquillo – zdrobnienie od junco – oznacza trzcinę lub sitowie.

Walijczycy wybrali narcyza na swój symbol narodowy, który jest również poświęcony patronowi Walii – św. Dawidowi (Dewi Sant), walijskiemu arcybiskupowi, który żył w VI w. Być może, a nawet całkiem na pewno angielska nazwa żonkila – daffodil – wywodzi się właśnie od walijskiej wariacji imienia świętego – Daffyd. Dzień św. Dawida obchodzony jest w całej Wielkiej Brytanii 1. marca i tegoż dnia właśnie rozpoczyna się niejako sezon żonkilowy. W parkach, w ogródkach i na trawnikach można oglądać całe dywany tych kwiatów, które mienią się wszystkimi możliwymi odcieniami żółci, a na ulicach spotyka się ludzi ze sztucznym żonkilem wpiętym w klapę płaszcza lub kurtki. Ale noszenie żonkila przy kurtce to w tym przypadku nie tylko symbol świętowania dnia walijskiego patrona, czy oczekiwania na wiosnę, której zapach z każdym dniem jest coraz mocniej wyczuwalny w powietrzu, ale symbol wspierania akcji charytatywnej The Great Daffodil Appeal organizowanej corocznie przez fundację Marie Curie Cancer Care, która ludziom chorym na raka i inne choroby w fazie terminalnej zapewnia bezpłatną opiekę pielęgniarki w domu. Organizacja została założona w 1948 roku, ale tradycja marcowego zbierania pieniędzy i rozdawania żonkili rozpoczęła się w 1986 roku w Norwich i Liverpool, a już dwa lata później osiągnęła status kampanii ogólnokrajowej. Obecnie The Great Daffodil Appeal jest chyba jedną z najbardziej rozpoznawalnych akcji charytatywnych w Wielkiej Brytanii wspieraną m.in. przez takie znane osoby jak Hugh Grant czy Stephen Fry.

Żonkilową akcję można wspierać również w Polsce. Już od 13 lat corocznie Towarzystwo Przyjaciół Chorych „Hospicjum im. św. Łazarza” w Krakowie koordynuje ogólnopolską akcję Pola Nadziei, która wzorem The Great Daffodil Appeal się ma na celu zebranie funduszy na rzecz opieki dla osób terminalnie chorych. Kampania trwa niemal całą wiosnę i obejmuję nie tylko kwestę uliczną, ale również konkursy dla dzieci i młodzieży organizowane w szkołach, koncerty, festyny i inne imprezy plenerowe, jak również uruchomienie specjalnego Żonkilowego Tramwaju. Wsparcie akcji nie jest trudne – wystarczy drobny datek wrzucony do puszki lub przekazanie 1% podatku. Niedługo mija termin składania PITów, więc jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił i nie ma pomysłu na co przekazać swój 1%, to chętnie proponuję Pola Nadziei. Naprawdę warto.



---------------------------
* Jan Parandowski Mitologia

czwartek, 18 marca 2010

Mamma mia!

Wczoraj miałam przyjemność obejrzeć na żywo musical Mamma Mia! I była to rzeczywiście prawdziwa przyjemność, bo nie tylko uśmiałam się jak dzika norka, to jeszcze miałam okazję pośpiewać głośno ponadczasowe przeboje ABBY bez strachu, że ktoś mnie zbeszta za fałszowanie. Masterpiece po prostu!

Wstyd się przyznać, ale kiedy w 2008 w kinach pojawił się film o tym samym tytule, nie wiedziałam jeszcze, że został nakręcony na podstawie musicalu. Ta słodka niewiedza nie przeszkodziła mi zupełnie w natychmiastowym zakochaniu się w filmie, który według mnie jest rewelacyjny. Może z wyjątkiem postaci wyłupiastookiej Sophie. Ale Meryl Streep jako Donna i mój ulubiony Colin Firth grający Harrego świetni, choć trudno jest mi stwierdzić, czy lepsi niż aktorzy teatralni. Oglądanie sztuki na żywo wywołuje zupełnie inne emocje, a skoro w teatrze niemal bez przerwy wyłam ze śmiechu, znaczy, że aktorzy występujący w musicalu świetnie się spisali. Zwłaszcza odtwórczyni roli Rosie – Katy Secombe.

Musical Mamma mia! miał premierę w londyńskim Prince Edward Theatre w kwietniu 1999 roku. Ale wszystko zaczęło się niemal 10 lat wcześniej, kiedy Judy Craymer późniejsza producentka przedstawienia wpadła na pomysł wykorzystania piosenek szwedzkiej grupy ABBA do opowiedzenia historii, która porwie publiczność i zarazi ją swoją pozytywną energią. I udało się to dzięki współpracy Catherine Johnson, autorki scenariusza i dialogów oraz męskiej połowy zespołu ABBA - Björnowi Ulvaeusowi i Benny’emu Anderssonowi, którzy opracowali muzykę. Całość wyreżyserowała Phyllida Lloyd. I choć żaden z autorów musicalu tak do końca nie wiedział, czego można się spodziewać po premierze – show okazał się hitem, który od ponad dziesięciu lat nie schodzi z afiszy nie tylko w Londynie, ale m.in. również w Toronto i Nowym Jorku.

niedziela, 14 marca 2010

Dotyk anioła

Przeczytałam ostatnio, że katolicyzm „zapożyczył” wiarę w anioły – niematerialne istoty będące pomocnikami Boga - z Judaizmu. Co ciekawe, aniołowie lub byty im podobne występują w niemal wszystkich religiach, co według mnie jest kolejnym dowodem na to, że tak naprawdę wszyscy wierzymy w to samo - jedynie z niewielkimi różnicami, których błahość przez ludzką głupotę urasta niekiedy do rangi (pseudo)ważnego powodu do wojny religijnej. Ale nie o tym chciałam tak naprawdę pisać.

Zainteresował mnie fakt, że w Talmudzie można przeczytać o Aniele Poczęcia o imieniu Laila, który towarzyszy dziecku od samego początku jego istnienia. Anioł przez dziewięć miesięcy trzyma nad dzieckiem lampę, w której świetle przekazuje mu całą wiedzę na temat Tory. Naucza dziecko o tym co było, o tym co jest i co będzie. Dziecko dowiaduje się o tym kim jest, jakie są oczekiwania względem niego i jaką ma misje do spełnienia – słowem wszystko to, co będzie mu potrzebne do jego przyszłego życia na ziemi. Nienarodzone dziecko w łonie matki ma zdolność widzenia wszechświata w całej jego rozciągłości – ze wschodu na wschód i z północy na południe, a także rozumienia go w każdym aspekcie, od najmniejszej, fizycznej cząstki, aż do najbardziej skomplikowanych mechanizmów rządzących tymi cząstkami. Niestety w momencie narodzin, kiedy dziecko zaczyna widzieć światło dnia, Laila gasi lampę nad jego głową i kładzie mu palec na ustach, sprawiając, że w tej samej chwili dziecko zapomina o wszystkim, czego zostało nauczone. I ponoć właśnie stąd każdy z nas ma wgłębienie w górnej wardze – delikatną pamiątkę po dotyku anioła.

Zapomnienie wszystkiego, o czym powiedział dziecku anioł w łonie matki jest niezbędne do tego, aby mogło ono normalnie żyć. I choć po narodzinach nauka Tory nie jest już taka łatwa, Żydzi wierzą, że szczególny wysiłek, który człowiek wkłada w tę naukę jest spowodowany właśnie pragnieniem wypełnienia tej specyficznej pustki w pamięci.

sobota, 20 lutego 2010

Dwadzieścia poematów o miłości i jedna pieśń rozpaczy


10

Myśmy nawet ten zmierzch stracili.
Nikt nas nie widział z rękami złączonymi tego wieczora,
kiedy noc błękitna zapadała nad światem.

Widziałem z mojego okna
uroczystość zachodu na dalekich wzgórzach.

Jak moneta czasem
w moich rękach zapalał się kawałeczek słońca.

Wspominałem cię z sercem ściśniętym
od tego smutku, z którego mnie znasz

A więc, gdzie byłaś?
Wśród jakich ludzi?
Jakie mówiłaś słowa?
Dlaczego cała miłość przychodzi nagle wtedy,
kiedy czuję się smutny i czuję, że daleko jesteś?

Upadła książka, którą zawsze się bierze o zmierzchu,
i jak raniony pies u moich stóp wlókł się płaszcz.

Zawsze, zawsze się oddalasz, kiedy zapada wieczór,
w tę stronę, gdzie biegnie mrok zacierając pomniki.


-------------------------

Pablo Neruda
Poeta urodzony w 1904r. w Chile.
W 1971 r. został laureatem literackiej Nagrody Nobla. Kolumbijski pisarz (również noblista w dziedzinie literatury) Gabriel Garcia Marquez nazwał Nerudę najlepszym poetą XX wieku piszącego w jakimkolwiek języku, porównując go do króla Midasa, który wszystko co dotknie zamienia w poezję.

czwartek, 11 lutego 2010

Pączek z dziurką

Dzisiaj Tłusty Czwartek – czyli moje prywatne święto, o którym totalnie zapomniałam. Niestety. A może na szczęście.

Kiedyś Tłusty Czwartek początkował Tłusty Tydzień, kiedy to można było popuszczać pasa dowoli przed okresem postu – a pączek wcale nie był puszystą kulką z ciasta drożdżowego i nadzieniem, tylko twardym wypiekiem z ciasta chlebowego ze słoniną pieczonym na smalcu.
Smacznego!

czwartek, 21 stycznia 2010

Na straganie

Nabrała mnie ochota na mały powrocik do dzieciństwa, a szczególnie do książeczek z serii Poczytaj mi mamo wydawanych przez wydawnictwo Nasza Księgarnia. Pamiętacie? Cienkie, kwadratowe i z charakterystycznymi rysunkami na tylnej okładce. Ja odziedziczyłam po siostrze całą stertę tych książeczek i myślę, że gdybym poszperała w domu, to pewnie znalazłabym jeszcze kilka z nich.

A wracając do sedna – przypomniała mi się książeczka z wierszykiem Jana Brzechwy Na straganie. Podejrzewam, że to gotowanie chłopcom zupy zadziałało jak impuls na moją pamięć. A to feler…


Na straganie
Jan Brzechwa

Na straganie w dzień targowy
Takie słyszy się rozmowy:
"Może pan się o mnie oprze,
Pan tak więdnie, panie koprze."
"Cóż się dziwić, mój szczypiorku,
Leżę tutaj już od wtorku!"

Rzecze na to kalarepka:
"Spójrz na rzepę - ta jest krzepka!"
Groch po brzuszku rzepę klepie:
"Jak tam, rzepo? Coraz lepiej?"
"Dzięki, dzięki, panie grochu,
Jakoś żyje się po trochu.
Lecz pietruszka - z tą jest gorzej:
Blada, chuda, spać nie może."
"A to feler" -
Westchnął seler.

Burak stroni od cebuli,
A cebula doń się czuli:
"Mój Buraku, mój czerwony,
Czybyś nie chciał takiej żony?"

Burak tylko nos zatyka:
"Niech no pani prędzej zmyka,
Ja chcę żonę mieć buraczą,
Bo przy pani wszyscy płaczą."
"A to feler" -
Westchnął seler.

Naraz słychać głos fasoli:
"Gdzie się pani tu gramoli?!"
"Nie bądź dla mnie taka wielka" -
Odpowiada jej brukselka.
"Widzieliście, jaka krewka!" -
Zaperzyła się marchewka.
"Niech rozsądzi nas kapusta!"
"Co, kapusta?! Głowa pusta?!"
A kapusta rzecze smutnie:
"Moi drodzy, po co kłótnie,
Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!"
"A to feler" -
Westchnął seler.


Uwielbiałam wierszyki Jana Brzechwy, kiedy byłam mała i nadal mam do nich słabość. Dlatego ucieszyłam się, kiedy w moim rodzinnym mieście na jednym z głównych deptaków poeta dostał własną miejscówkę na Ławeczce Poetów. Przyznam się, że raz nawet usiadłam mu na kolanach, ale nie na długo, bo nie mogłam znieść zazdrosnego spojrzenia Kaczki Dziwaczki.

niedziela, 17 stycznia 2010

I love Europe

Od 1985 roku 9. maja uznawany jest za Dzień Europy. To właśnie 9 maja 1950r. miało miejsce wydarzenie, które stało się podwaliną stworzenia Uni Europejskiej. Tego dnia francuski minister spraw zagranicznych Robert Schuman na konferencji prasowej odczytał deklarację, w której nawoływał państwa europejskie do stworzenia Federacji Europejskiej, której podstawą będzie wspólna produkcja węgla i stali.

Dlaczego akurat dzisiaj piszę o początkach Uni Europejskiej? Głównym powodem jest konkurs na plakat reklamowy Dnia Europy, w którym bierze udział Polka – Maria Mileńko. Spośród wszystkich projektów nadesłanych przez młodych artystów, jury wyłoniło dwunastu finalistów, których prace będą oceniane są przez internautów do końca stycznia. Projekt, który otrzyma najwięcej głosów zostanie oficjalnym plakatem reklamowym Dnia Europy 2010r.

Maria Mileńko (1987)