wtorek, 14 lutego 2012

Julia na Walentynki

Szukałam dzisiaj wiersza, który mogłabym wstawić na bloga z okazji Dnia św.Walentego. Oczywiście przede wszystkim pomyślałam o poezji Haliny Poświatowskiej, jednej z moich ukochanych poetek. Wybrałam wiersz Jestem Julią… bo sama jestem Julią.

Jestem Julią
mam lat 23
dotknęłam kiedyś miłości
miała smak gorzki
jak filiżanka ciemnej kawy
wzmogła
rytm serca
rozdrażniła
mój żywy organizm
rozkołysała zmysły
odeszła

Jestem Julią
na wysokim balkonie
zawisła
krzyczę wróć
wołam wróć
plamię
przygryzione wargi
barwą krwi
nie wróciła

Jestem Julią
mam lat tysiąc
żyję -


Przy okazji poszukiwań, trafiłam na stronę krafciarki ankan, która pięknie zabawiła się z tym wierszem. Powstała seria kartek, będących ilustracją do wiersza. Proste, stylowe i niezwykle ujmujące.






niedziela, 12 lutego 2012

Książkowa niedziela VI: "Pałac Północy" C.R. Zafon



Tytuł: Pałac Północy
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza SA
Data wydania: 27 kwietnia 2011

Pałac Północy to druga powieść Zafóna, która została wydana w 1994 r. Opowiada historię siedmiorga wychowanków domu dziecka w Kalkucie, którzy u progu osiągnięcia dojrzałości wplątują się w wydarzenia, które sprawiają, że ich los zostaję odmieniony na zawsze. Jeden z chłopców – Ben, w dzień swoich 16 urodzin, który jest jednocześnie dniem opuszczenia przez niego sierocińca nazywanego przez nich Pałacem Północy spotyka swoją równieśniczkę Sheere. Poznaje ją ze swoimi przyjaciółmi z tajnego stowarzyszenia, które założyli wiele lat wcześniej, a dziewczyna, jako wpisowe, opowiada smutną historię swojej rodziny. Wszyscy przejęci ta wzruszającą historią, postanawiają pomóc dziewczynie w odnalezieniu domu, który zbudował jej ojciec i który znajduje się właśnie gdzieś w Kalkucie.

Moim zdaniem Pałac Północy jest odrobinę słabszą pozycją niż Książę Mgły. O ile cenię fantastyczność w książkach opisujących niby prawdziwe wydarzenia, tak w tym przypadku uważam, że autor z lekka się zagalopował. Niektóre opisy są mocno wydumane, a postaci i sceny z ich udziałem zupełnie nierealne. O ile Księcia Mgły poleciłabym każdemu, bez względu na wiek, tak Pałac Północy, to zdecydowanie książka dla starszych dzieci, która może świetnie wpłynąć na wyobraźnię. Moją z lekka znużyła, choć wielkim plusem po raz kolejny okazała się interpretacja Piotra Fronczewskiego. 6/10

piątek, 10 lutego 2012

World Press Photo 2012

Dzisiaj w Amsterdamie ogłoszono zwycięzców prestiżowej nagrody Word Press Photo 2012.Zdjęcie roku autorstwa hiszpańskiego fotografa Samuela Aranda zostało po raz pierwszy opublikowane w New York Times. Przedstawia muzułmańską kobietę trzymającą w ramionach rannego członka swojej rodziny. Zdjęcie zostało zrobione w październiku 2011r. w jemeńskim mieście Sanaa, w meczecie, który podczas zamieszek przeciwko rządom prezydenta Ali Abdullaha Saleha został przekształcony w szpital polowy.



W tym roku zostały wyróżnione również dwie fotografie polskich artystów. 2 miejsce w kategorii People In News Singles zdobył Tomasz Lazar. Zdjęcie wykonane przez niego w Harlemie w Nowym Yorku przedstawia młodą dziewczynę w asyście dwóch policjantów, w czasie protestu przeciwko nierówności zarobkowej i brutalności policji.



Drugie wyróżnione zdjęcie to fotografia Tomasza Gudzowatego zrobiona na przedmieściach Mexico City, gdzie free wrestling jest sportem, który swoją popularnością ustępuje jedynie piłce nożnej. Zdjęcie otrzymało 3 nagrodę w kategorii Sport Stories.

niedziela, 5 lutego 2012

Książkowa niedziela V: "Książe Mgły" C.R. Zafon

W tym tygodniu się zaczytałam, a raczej wsłuchałam bardzo w książkę Książę Mgły autorstwa Carlosa Ruiz Zafón, w interpretacji Piotra Fronczewskiego. Co ciekawe, książka to pierwsza powieść, jaka wyszła spod pióra Zafóna, choć w Polsce została wydana o wiele później niż Cień Wiatru, czy Gra Anioła. Sam autor twierdzi, że przyczyniło się do tego po pierwsze niejasności dotyczące prawa autorskiego, a po drugie fakt, że książki zostały zakwalifikowane do literatury młodzieżowej, a te ponoć nie sprzedają się zbyt dobrze.

Tytuł: Książę Mgły
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza SA
Data wydania: 10 listopada 2010

Książę Mgły to debiut literacki hiszpańskiego pisarza z 1993 roku. Opowiada historię rodziny Carverów, którzy w 1943 r. uciekając od rzeczywistości wojny, przenoszą się do niewielkiej miejscowości rybackiej u wybrzeży Atlantyku, do domu, którzy wcześniej należał do lekarza Fleishmana i jego żony. Dom, nie zamieszkany przez nikogo przez długi czas, kryje w sobie wiele tajemnic, najważniejszą z nich jest śmierć małego synka Fleishamnów – Jacoba. Dwójka dzieci Carverów – Max i Alicia zupełnie przez przypadek trafiają na ślady, które mogą prowadzić do rozwiązania zagadki domu i ogrodu, w którym odkrywają krąg posągów przedstawiających artystów trupy cyrkowej. Pomaga im w tym poznany niedługo po przyjeździe miejscowy chłopak – Roland, którego dziadek mieszka i pracuje w latarni morskiej. Max, Alicia i Roland na własnej skórze przekonują się, że miejscowa legenda o Księciu Mgły, który oferuje spełnienie jednego życzenia, nie jest tylko legendą, ale cena, jaką trzeba zapłacić za spełnienie życzenia jest straszliwa.

Książkę słuchało mi się świetnie – sam fakt czytania powieści dla młodzieży przez pana Kleksa, dodawał powieści małego smaczku. Fronczewski jest dobry aktorem i świetnym interpretatorem, co jako dodatek do ciekawie napisanej książki dało naprawdę interesujący efekt. Proza Zafóna ma w sobie bajkową nierealność, ale też nigdy nie kończy się pełnym happy endem. Już na przykładnie tej pierwszej w jego dorobku książki, można poznać ten charakterystyczny styl pisania, któremu jest wierny przez cały czas – opowiadanie przeszłości, która powinna zatrzeć się w pamięci, ale przez niezwykłe wydarzenia, pozostaje żywa, jakby wydarzyła się dopiero wczoraj, głęboko emocjonalnie i uczuciowo osadzone postacie, skrywane sekrety, które wbrew woli bohaterów wypływają na światło dzienne, niby normalne, a jednak magiczne miejsca i smutne, aczkolwiek oczekiwane rozwiązania tajemnic. 7/10

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Midnight in Paris

Wczoraj miałam okazję obejrzeć film, na który ostrzyłam sobie zęby już od dłuższego czasu – najnowsze dzieło Woodego Allena O północy w Paryżu. Ludzie, którzy dobrze mnie znają, wiedzą, że do kina chadzam sporadycznie i tylko na filmy „z efektami”, bo tylko takie filmy wg mnie wymagają oglądania na dużym ekranie. Cała reszta o wiele lepiej smakuje w zaciszu domowym, bez chichoczących idiotek lub kolesi nerwowo żujących gumę i stukających czubkami butów o mój fotel. Zamiast tego wolę wygodną kanapę, ciepły kocyk, aromatyczną herbatę i paczkę misio-żelków. Z okazji diety tym razem obeszło się bez żelków.

Wracając jednak do tematu, długo czekałam aż film pojawi się na dvd i stało się niedługo po tym, jak ogłoszono, że O pólnocy w Paryżu zostało nominowane do Oscara 2012 aż w czterech kategoriach: najlepszy film, scenariusz oryginalny, reżyseria i scenografia. Po obejrzeniu filmu, mogę powiedzieć, że zdecydowanie zasługuje na Oscara za scenografię – Paryż po prostu olśniewa. Ten współczesny, ten z lat dwudziestych XX w., a nawet na chwilę ten z La Belle Époque. Brukowane uliczki, latarnie, mosty nad Sekwaną i małe kramiki – to wszystko sprawia, że ma się ochotę uciec do Paryża natychmiast. Zwłaszcza do Paryża sprzed niemal wieku, gdzie na przyjęciu lub w zadymionym klubie można było spotkać Ernesta Hemingwaya (Corey Stoll), Scotta Fitzgeralda (Tom Hiddleston), Salvadora Dali (Adrien Brody), Pabla Picassa (Marcial Di Fonzo Bo), czy Gertrude Stein (Kathy Bates).

Paryż lat 20’ zeszłego stulecia, to dla Gila Pendera (świetny Owen Wilson) to miejsce i czas, do którego najchętniej cofnąłby się, gdyby miał taką możliwość. Niespodziewanie, pewnego wieczoru, dokładnie kiedy wybija północ, taka okazja się nadarza. Gil przenosi się w czasie i poznaje wszystkich pisarzy, których szczerze podziwia: Hemingwaya, Fitzgeralda i T.S. Eliota, a także Stein, która zgadza się przeczytać i zrecenzować rękopis jego książki. W tym barwnym towarzystwie nie brakuje również Picassa i Dali, Cola Portera i Luisa Buñuel. Jest również piękna Adriana (Marion Cotillard), muza paryskiego półświatku artystycznego, a później samego Gila.

Jak na Allena przystało, film jest przegadany, ale to właśnie w nim cenię. Owen Wilson przypomina mi Allena z jego wcześniejszych filmów – podobna gestykulacja, sposób wyrażania się no i oczywiście sama kreacja lekko zagubionego, niepewnego siebie mężczyzny. Uważam, że grana przez niego postać jest przeurocza. Nagromadzenie znanych hollywoodzkim nazwisk dodatkowo dodaje filmowi smaczku, nie z powodu samych nazwisk oczywiście, ale wspaniałej gry aktorskiej. Adrien Brody w epizodycznej raczej roli Salvadora Dali po prostu wymiata, a Carla Bruni wcielająca się w przewodniczkę wycieczek, którą Gil prosi o przetłumaczenie prywatnego pamiętnika Adriany stanowi istną wisienkę na szczycie tego wyśmienitego tortu. Fantastyczny film wprawiający w dobry humor, a przy okazji również utwierdzający w przekonaniu, że Jeana-Paula Sartre miał rację, kiedy twierdził, że być może istnieją czasy piękniejsze, ale te są nasze. Równie piękne.

niedziela, 29 stycznia 2012

Książkowa niedziela IV: "Taksim" A. Stasiuk

Tytuł: Taksim
Autor: Andrzej Stasiuk
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarne
Data wydania: 29 września 2009

Co to jest Taksim? Aż do momentu sięgnięcia po książkę nie wiedziałam, że jest to nazwa największego placu w Stambule – dawnej stolicy Turcji. Jedno z najruchliwszych miejsc w mieście, stanowi nie tylko ważny węzeł komunikacyjny, ale przede wszystkim jest centrum handlu miejskiego i rozrywki. Dlaczego Stasiuk wybrał akurat jego nazwę na tytuł tej książki? "Taksim" to jest najbardziej europejska część Stambułu. Tak też się ten słynny plac w Stambule nazywa. I tam po prostu dojeżdżają bohaterowie powieści. Są tam dosłownie godzinę, a potem wracają. To takie miejsce, gdzie kończy się książka. Szukałem nazwy, i… zawsze mam problemy ze znalezieniem nazwy dla książki. I przyszedł “Taksim”. Przynajmniej ładnie się z taksówką kojarzy.*

Książka kończy się w Stambule, ale zaczyna zupełnie gdzie indziej. W sennym po PGR-owskim polskim mieście południowej Polski, które powoli umiera w samotności, bo jego mieszkańcy uciekają z niego w poszukiwaniu lepszego życia. Ale od neurozy pańczyźnianej uciec się nie da, o czym przekonują się główni bohaterowie książki – Władek i Paweł, których niemal całe życie składa się na podróże starym ducato przez miasta i miasteczka nie tylko Polski, ale niemal całego bloku wschodniego. Handlują czym się da i gdzie się da, z jednego interesu gładko prześlizgują się w następny, palą tanie papierosy, piją jeszcze tańszą wódkę i z pełną pokorą przyjmują to, co ich spotyka. Mało tego, z tej niby nieprzyjaznej, ciężkiej rzeczywistości umieją wyciągnąć wspaniałe rzeczy – przyjaźń, która dosłownie nie zna granic, miłość w rdzewiejącym wesołym miasteczku, a przede wszystkim niezłomna nadzieja dnia codziennego. Stasiuk tą właśnie nadzieję jak chleb powszedni stawia przed czytelnikiem i każe gryźć zaraz po wypiciu łyka gorzkiej biedy komunistycznej i dźwigającej się z komunizmu Polski.

Taksim, to moje pierwsze spotkanie z prozą Stasiuka. Pierwsze i na pewno nie ostatnie. Książkę przesłuchałam w 2 dni, a historia czytana głosem Mirosława Baki porwała mnie całkowicie. Nie wiem, czy sprawiła to moja osobista tęsknota za domem, za łąkami i polami małopolski, za sąsiadką, której indyki swoim gulgotaniem budziły mnie w lecie, i gdzie wystarczyło wyjść do ogrodu, żeby nazrywać zielonego groszku, ta tęsknotą, która szczególnie odczuwam szczególnie teraz, zimą w Londynie; czy może było to zupełnie coś innego… Nie obchodzi mnie to jednak. Książką, nad którą autor spędził ponoć 10 lat, jestem szczerze zachwycona, choć trudno mi napisać "polecam każdemu". Na pewno jednak tym, którzy wciąż na nowo piszą dziennik własnej drogi. 9/10

--------------
* Co tu gadać - wywiad Macieja Topolskiego z Andrzejem Stasiukiem
** Photo by Ole1981 on Flickr

sobota, 28 stycznia 2012

From enchantment to down

Thomas Czarnecki, to pomimo polsko brzmiącego nazwiska, młody francuski fotograf (ur. 1963r.) mieszkający i pracujący w Paryżu. Jest członkiem powstałej w 2006 roku grupy artystycznej Mustribe. From enchantment to down to seria zdjęć kobiet stylizowanych na bohaterki słodkich kreskówek Disney’a, którym jednak nie było pisane happily ever after. Czarnecki w ciekawy sposób przedstawił kontrast pomiędzy bajkowymi historiami, a brutalną rzeczywistością. Cukierkowe kolory ubrań bohaterek na tle raczej obskurnych i nieprzyjaznych miejsc dodatkowo potęgują ten dysonans. Mistrzowska kompozycja!

Happy End - The little Red Riding Hood

My sweet Prince - Snow White

Just a Trap - Alice

Naughty Girl - Sleeping beauty

Too Fast - Cinderella

On the other shore - The little Mermaid

One last wish - Jasmine

Not so Romantic - The beauty and the beast

One more Trophy - Pocahontas