poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Nie czytaj!

Dzisiaj Światowy Dzień Książki (i Praw Autorskich), z tej więc okazji postanowiłam zamieścić filmik reklamowy stworzony przez MyWorks Studio na zlecenie Bibliocreatio i Biblioteki UW. Celem akcji jest zachęcenie(?) większej liczy Polaków do czytania – głównie poprzez krótki przekaz Nie czytaj! No bo jeszcze będziesz inteligentny albo rozwinie ci się wyobraźnia. Uważam, że pomysł jest świetny i idealnie wykorzystuje naszą narodową przekorę do robienia akurat tego, czego nam się właśnie zabrania.

środa, 18 kwietnia 2012

Acta est fabula 1975 - 2012


"To brutalna prawda: umierając, zostawiamy niedojedzone herbatniki, niezaparzoną kawę, napoczęte rolki papieru toaletowego i do połowy opróżnione kartony mleka, psujące się w lodówce. Przedmioty codziennego użytku przeżyją nas, dowodząc, że nie byliśmy gotowi do odejścia. Że nie byliśmy wystarczająco mądrzy, dość bystrzy, dostatecznie bohaterscy. Że byliśmy tylko zwierzętami, których zwierzęce ciała przestały pracować bez żadnego planu i bez naszej zgody."
S.Hall

Pięknych snów Piotruś! Niech Ci tam będzie lepiej, niż było tutaj.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Książkowa niedziela XV: "Igrzyska śmierci" S. Collins

Tytuł: Igrzyska śmierci
Autor: Suzanne Collins
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 06 maja 2009

To zastanawiające i dziwnie niepokojące, jak wiele naprawdę dobrych książek przechodzi bez echa. Czasem mają szczęście i przeczyta je ktoś, kto pracuje w przemyśle filmowym, postara się o dobrego scenarzystę, reżysera, aktorów i nagle, tuż po premierze filmu i wcześniej niemal nieznana nikomu książka - zostaje bestsellerem. Dzięki więc buku za kino, na którego ekrany trafiają takie perełki. Bo według mnie Igrzyska śmierci są perełką. Choć przeznaczona głównie dla nastoletnich czytelników, myślę że znajdzie również (na pewno już znalazła) mnóstwo fanów wśród dorosłych odbiorców. Zwłaszcza tych, którzy lubią książki futurystyczno-fantastyczne.

Igrzyska śmierci to pierwsza część trylogii napisanej przez Suzanne Collins. Akcja powieści rozgrywa się w państwie Panem w trudnej do określenia przyszłości. Panem jest krajem totalitarnym, rządzonym przez prezydenta, którego siedziba znajduje się w Kapitolu. Z historii Panem wiemy, że w przeszłości było podzielone na 13 dystryktów, z których każdy odpowiedzialny był za daną gałąź przemysłu lub gospodarki. Niestety po powstaniu przeciwko rządom, które wybuchło 74 lata wcześniej, dystrykt trzynasty został zrównany z ziemią, a co roku na znak pamięci o rewolucji Kapitol organizuje igrzyska, w których bierze udział 12 par trybutów. Trybuci wybierani są w każdym dystrykcie spośród dzieci w wieku od 12 do 18 lat. Jeden chłopiec i jedna dziewczyna. Przewożeni do Kapitolu i poddani krótkiemu treningowi, zostają wysłani na arenie, gdzie rozpoczynają walkę na śmierć i życie. Bo spośród 24 trybutów, tylko jedna osoba pozostaje przy życiu - zwycięzca. Wszystko ku uciesze nienasyconej gawiedzi.

Główną bohaterką Igrzysk śmierci jest Katniss Everdeen, która zgłasza się na ochotnika do wzięcia udziału w igrzyskach, kiedy w losowaniu pada imię jej 12-letniej siostry. Wraz z Peeta Mellark, który również nie miał szczęścia w losowaniu, wyjeżdżają do Kapitolu reprezentować dystrykt dwunasty. Ich tutorem zostaje Haymitch, pijaczyna, któremu udało się wygrać igrzyska kilkadziesiąt lat wcześniej. I chociaż nikt nie daje ani Katniss ani Peetcie większych szans na wygraną, to oboje stają się zawodnikami, z którymi należy się liczyć.

Na podstawie książki nakręcono film Hunger Games, który miał swoją premierę w marcu tego roku. Oczywiście dopiero film, który okazał się wielkim sukcesem sprawił, że powieść stała się bestsellerem - nie tylko w krajach anglojęzycznych (ciekawostka, że w Polsce cała trylogia została wydana już w 2010 roku, choć do premiery filmu niewiele osób o niej słyszało. To się nazywa siła kina!)


Ja osobiście postanowiłam najpierw przeczytać książkę, a dopiero później obejrzeć film na dużym ekranie. A ponieważ powieść jest bardzo wciągająca, udało się to bez problemu. Ciekawie wykreowany świat, który naprawdę może właśnie tak wyglądać za kilkadziesiąt lub kilkaset lat. Bohaterowie przeżywający wzloty i upadki nieobce wszystkim normalnym ludziom. A wszystko w atmosferze walki na śmierć i życie. 9/10

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Książkowa niedziela XIII: "The Great Escape" F. Gibson

Tytuł: The Great Escape
Autor: Fiona Gibson
Wydawnictwo: Avon
Data wydania: 16 lutego 2012

The Great Escape to kolejna pozycja chick-lit na mojej kindlowej liście książek za 99p. Kupiona w promocji, miała z zamierzenia być książką łatwą, lekką i przyjemną, która oprócz rozrywki, przy okazji pozwoli mi na poszerzenie słownictwa. Ot i tyle. Swoją rolę spełniła w 100%. Przeczytałam szybko, bo i historia opisana w książce jest mało skomplikowana i raczej przewidywalna. Bohaterkami powieści są trzy przyjaciółki Hannah, Sadie i Lou, które dzieliły mieszkanie w czasie studiów w Glasgow. Po ukończeniu uniwersytetu, każda poszła swoją drogą, przeprowadziła się do innego miasta, ale nadal pozostały w kontakcie. Kiedy Hannah postanawia wyjść za mąż, jej marzeniem jest hen-weekend z dwoma przyjaciółkami w Szkocji, w mieście, które dawno temu je złączyło. Po wielu trudach, przyjaciółkom udaje się wyjechać wspólnie na kilka dni i wyjazd ten staje się nowym początkiem dla każdej z nich.

W zasadzie nie mam zbyt wiele do napisania o tej książce, poza tym, że przyjemnie mi się ją czytało, chyba dlatego, że nie miałam wobec niej zbyt wygórowanych wymagań. Napisana prosto, ale ciekawie, jest zdecydowanym odpoczynkiem od codzienności. Książka w sam raz na długą podróż lub deszczowe popołudnie. 7/10

niedziela, 1 kwietnia 2012

Fool's Day




I must learn to love the fool in me--the one who feels too much, talks too much, takes too many chances, wins sometimes and loses often, lacks self-control, loves and hates, hurts and gets hurt, promises and breaks promises, laughs and cries. It alone protects me against that utterly self-controlled, masterful tyrant whom I also harbor and who would rob me of my human aliveness, humility, and dignity but for my Fool.
― Theodore I. Rubin

niedziela, 25 marca 2012

Książkowa niedziela XII: "Puppy love" F. Scheunemann


Tytuł: Puppy Love
Autor: Frauke Scheunemann
Wydawnictwo: Atlantic Books
Data wydania: luty 2012

Kolejna pozycja z serii chick-lit, książek lekkich, łatwych i przyjemnych, które czyta się równie szybko, jak szybko się o nich zapomina. Niemniej książka kupiona po to, żeby umilić mi dwa do trzech popołudni, spełniła swoją rolę. Przewidywalna do granic, niekiedy bardzo infantylna, najprawdopodowniej poprzez zastosowanie pierwszoosobowego narratora który jest jamnikiem. Dość niecodzienne.
Pies Herkules, który poprzez przygodę swojej mamy nie może pochwalić się pełnym rodowodem, zostaje oddany do schroniska, gdzie znajduje miłą panią – Caroline. Caroline początkowo wydaje się mieć szczęśliwe, uporządkowane życie, ale zarówno młody jamnik, jak i jego świeżo poznany przyjaciel kot Mr Beck, doprowadzają do nieoczekiwanego zwrotu w jej życiu. Cała książka jest dość zabawnym opisem komplikacji miłosnych ludzi widzianych z perspektywy psa. 6/10

niedziela, 18 marca 2012

Książkowa niedziela XI: "Tysiąc wspaniałych słońc" K. Hosseini

Tytuł: Tysiąc wspaniałych słońc
Autor: Khaled Hosseini
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 26 września 2008

Tysiąc wspaniałych słońc to drugą po Chłopcu z latawcem powieść Hosseiniego, którą miałam przyjemność przeczytać. Prawdziwą przyjemność, bo obie książki są niezwykłe. Smutne, poruszające niewygodne, ale ważne tematy. Tysiąc wspaniałych słońc to książka, opisująca blisko 30 lat życia dwóch Afganek, żyjących we współczesnym, targanym wojnami państwie islamskim. Jednak przemiany polityczne są w tym przypadku jedynie tłem dla opowieści o codziennym życiu – oczywiście naznaczonym biedą i lękiem, które zawsze towarzyszą człowiekowi w czasie wojen, ale nie to stanowi tutaj istotę prawdziwego cierpienia tych dwóch kobiet.

Pierwsza z nich Mariam, to córka bogatego i poważanego Dżalila i jego służącej – jest dzieckiem niechcianym, które okryło hańbą jej matkę, w związku z czym obie musiały zamieszkać w małej chatce w lesie, daleko od oczu innych ludzi. Mariam dorasta w poczuciu winy, ale i miłości do ojca, który jednak ją odrzuca jako bękarta w najbardziej krytycznym momencie jej życia. Wydaje ją za mąż, za dużo starszego od niej mężczyznę, byle tylko pozbyć się problemu, jaki nieślubna córka stanowi dla całej jego rodziny. Rasheed nie rozumie dramatu swojej młodej żony, uważa wręcz, że przytrafiło się jej największe z możliwych szczęście, że ktoś zechciał ją poślubić. Początkowo między małżonkami układa się, głównie dzięki uległości Mariam, ale kiedy okazuje się, że kobieta nie może mieć dzieci, Rasheed zamienia się w podłego tyrana. Potęgując cierpienia Mariam, pewnego dnia przyprowadza do domu młodą Lailę, która w wybuchu bomby straciła całą swoją rodzinę. Laila zgadza się go poślubić, tylko dlatego, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nosi w swym łonie dziecko innego - miłości jej życia, który wraz z rodziną ze względu na wojnę opuścił Afganistan i udał się do Pakistanu. W taki oto sposób pod jednym dachem zamieszkują dwie zupełnie odmienne kobiety, które łączy jedynie obrzydzenie do mężczyzny, którego poślubiły. Z biegiem czasu kobiety się zaprzyjaźniają, chociaż nie jest to łatwa przyjaźń. Na początku raczej solidarność uciśnionych, dopiero później przychodzi lojalność i oddanie. Tak wielkie, że prowadzi do niewyobrażalnego poświęcenia jednej, aby druga miała choć trochę lepsze życie.

Tysiąc wspaniałych słońc jest dla mnie kolejną książką, po którą sięgnęłam, aby choć trochę lepiej zrozumieć kulturę arabską. Dla mnie – Europejki z katolickiego kraju, trudno pojąć mentalność, w której kobieta jest uważana z człowieka drugiej kategorii. Niezdolną do samodzielnego decydowania o sobie i swoim życiu, której wszystkie działania w zasadzie od samego początku są warunkowane przez mężczyzn – najpierw ojca i braci, a później męża. W tym wszystkim nawet prawo jest po stronie mężczyzn, nawet jeśli ten jest oprawcą i katem kobiety, ona nie może zwyczajnie odejść. Również dlatego, że zwyczajnie nie ma ani dokąd, ani za co.

Powieść, choć czysta fikcja, jest zdecydowanie jedną z pozycji, nad którą nie można przejść obojętnie. Zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń: 16-latka z Maroka popełniła samobójstwo, ponieważ została zmuszona do poślubienia mężczyzny, który ją wcześniej zgwałcił. W krajach muzułmańskich mężczyzna może uniknąć kary więzienia za ten czyn, właśnie jeśli poślubi swoją ofiarę. W tym przypadku ślub „oczyszcza” kobietę z hańby, jaką ją spotkała. Dla mnie jest to totalnie niezrozumiałe i myślę, że nigdy nie będzie. O ile umiem zrozumieć wielożeństwo, jak również swego rodzaju protekcjonizm mężczyzn w pewnych kulturach wynikający z czystej troski o kobiety, o tyle, tego rodzaju zachowanie, a zwłaszcza prawo je aprobujące, nigdy nie zyska w moich oczach aprobaty. Uważam, że książkę warto przeczytać z wielu powodów. Na pewno nie jest lekturą ani łatwą, ani przyjemną, ale na pewno bardzo wartościową. 7/10