Czy zastawialiście się kiedyś, jak ubierałyby się zwierzęta, gdyby mogły wybierać z całego wachlarzu garderoby dostępnej ludziom? Hiszpański fotograf Miguel Vallinas stworzył serię ponad czterdziestu fotografii przedstawiających ptaki i ssaki ubrane (przebrane?) jak ludzie. Artysta starał się uchwycić pewne cechy charakterystyczne zwierząt wybierając dla nich odpowiednie jego zdaniem ubranie – dziki dzik w czarnej skórzanej kurtce, pełen wdzięku flaming w różowej sukience, czy niezależny jastrząb w jeansowej koszuli z typowo indiańskim naszyjnikiem. Każde zdjęcie z osobna to piękna i stylowa kompozycja.
środa, 11 września 2013
sobota, 9 marca 2013
Grabex Cooltura Festival 2013
W sobotę miałam okazję być na koncercie zorganizowanym przez tygodnik Cooltura. I było to bardzo udane wyjście!
Przede wszystkim chciałam zobaczyć i usłyszeć na żywo klasykę polskiej sceny muzycznej - zespół Kombii, bo wcześniej nie miałam okazji. Drugim powodem była grupa Enej, która swoim hitem Radio Hello bardzo przypadła mi do gustu (uwielbiam połączenie rocka z folkiem). Na deser natomiast dorzucono zespół czterech braci Szczepanik - Pectus, o której owszem - zdarzyło mi się słyszeć, ale jakoś nie podchodziłam do ich muzyki z większym entuzjazmem. A tu proszę - niespodzianka. Pectus, który otworzył koncert okazał się grać bardzo przyjemną dla ucha muzykę disco-love. Rozkołysali publiczność zgromadzoną w Sheperd's Bush O2 Empire bardzo szybko, dając pozostałym zespołom niemal dwa tysiące rozgrzanych gardeł i rozochoconych klaszczących rąk. Jako drugi zagrał Enej - i tu również niespodzianka, ale już nie tak przyjemna - owszem, ich muzyka jest bardzo energetyczna, ale... ciągle taka sama. Wszystkie piosenki na jedno kopyto. O ile dwa, czy trzy utwory przyjęłam z radością, tak kolejne okazały się lekko męczące.
Na koniec wystąpił Grzegorz Skawiński z Kombii. Cudowni po prostu. Świetny głos, rewelacyjna muzyka i tłum, który śpiewał razem z liderem. Bosko po prostu. Zdecydowanie warto było.
Przede wszystkim chciałam zobaczyć i usłyszeć na żywo klasykę polskiej sceny muzycznej - zespół Kombii, bo wcześniej nie miałam okazji. Drugim powodem była grupa Enej, która swoim hitem Radio Hello bardzo przypadła mi do gustu (uwielbiam połączenie rocka z folkiem). Na deser natomiast dorzucono zespół czterech braci Szczepanik - Pectus, o której owszem - zdarzyło mi się słyszeć, ale jakoś nie podchodziłam do ich muzyki z większym entuzjazmem. A tu proszę - niespodzianka. Pectus, który otworzył koncert okazał się grać bardzo przyjemną dla ucha muzykę disco-love. Rozkołysali publiczność zgromadzoną w Sheperd's Bush O2 Empire bardzo szybko, dając pozostałym zespołom niemal dwa tysiące rozgrzanych gardeł i rozochoconych klaszczących rąk. Jako drugi zagrał Enej - i tu również niespodzianka, ale już nie tak przyjemna - owszem, ich muzyka jest bardzo energetyczna, ale... ciągle taka sama. Wszystkie piosenki na jedno kopyto. O ile dwa, czy trzy utwory przyjęłam z radością, tak kolejne okazały się lekko męczące.
Na koniec wystąpił Grzegorz Skawiński z Kombii. Cudowni po prostu. Świetny głos, rewelacyjna muzyka i tłum, który śpiewał razem z liderem. Bosko po prostu. Zdecydowanie warto było.
wtorek, 19 lutego 2013
9/52 "Martwe jezioro" O. Rudnicka
Tytuł: Martwe jezioro
Autor: Olga Rudnicka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 30 października 2008
Debiut literacki z 2008 roku młodej pisarki Olgi Rudnickiej, która w swoim dorobku ma już 8 książek zaliczających się do kategorii kryminałków romansowych. Wybór tejże autorki był spowodowany lutowym wyzwaniem literackim obejmującym pisarzy na literę R, a także moim wyjazdem urlopowym, który wykluczał literaturę wyższych lotów (na Ericha Marię Remarque przyjdzie jeszcze odpowiednia pora, choć kiedy piszę tę recenzję w samolocie, w drodze powrotnej z przepięknej Madery, mam w głowie jedynie hasło raj utracony...)
Martwe jezioro opowiada historię Beaty Rostowskiej, która pomimo sukcesów odnoszonych na polu zawodowym, nie bardzo radzi sobie ze związkami, głównie z powodu trudnego dzieciństwa, nacechowanego nie tyle biedą czy patologią, ale brakiem emocjonalnej obecności rodziców. Dziewczyna przez całe swoje życie czuła się niechcianym, niekochanym dzieckiem, które choćby nie wiem jak bardzo się starało, nie potrafiło sprostać oczekiwaniom rodziców. Wyprowadzka z domu i rozpoczęcie życia na własny rachunek w wieku osiemnastu lat mogłoby załamać niejedną osobę. Ale nie Beatę, która nie tylko ukończyła studia ze świetnym wynikiem, ale również zdobyła pozycję szanowanego fachowca w swoim zawodzie. Brak rodzinnego ciepła rekompensuje jej w znacznym stopniu rodzina i rodzeństwo jej najlepszej przyjaciółki i zarazem współlokatorki Uli. Ulka - roztrzepana, ale urocza dziewczyna trochę nieudolnie usiłuje zeswatać Beatę ze swoim bratem Jackiem, a dość niespodziewane zaproszenie na ślub siostry Beaty okazuje się być idealną wręcz okazją do tego.
Beata, która kilka tygodni wcześniej wynajęła prywatnego detektywa, aby ustalić prawdę o swoim pochodzeniu, dość niechętnie decyduje się na wyjazd w towarzystwie Jacka. Dochodzi jednak do wniosku, ze konfrontacja, jaka ją czeka, do przyjemnych należeć nie będzie i miło będzie mieć przy sobie przyjazną osobę. I jak się okazuje, obecność Jacka na weselu ratuje jej życie...
Książka jak na debiut literacki jest całkiem przyjemna. Jak już wspomniałam - trudną ją zaliczyć do literatury wysokich lotów, ale też nikt się niczego takiego po niej nie spodziewa. Krótka (jedyne 125 stron) jest wciągającą, przyjemną rozrywką na leniwe popołudnie. 6/10
Martwe jezioro opowiada historię Beaty Rostowskiej, która pomimo sukcesów odnoszonych na polu zawodowym, nie bardzo radzi sobie ze związkami, głównie z powodu trudnego dzieciństwa, nacechowanego nie tyle biedą czy patologią, ale brakiem emocjonalnej obecności rodziców. Dziewczyna przez całe swoje życie czuła się niechcianym, niekochanym dzieckiem, które choćby nie wiem jak bardzo się starało, nie potrafiło sprostać oczekiwaniom rodziców. Wyprowadzka z domu i rozpoczęcie życia na własny rachunek w wieku osiemnastu lat mogłoby załamać niejedną osobę. Ale nie Beatę, która nie tylko ukończyła studia ze świetnym wynikiem, ale również zdobyła pozycję szanowanego fachowca w swoim zawodzie. Brak rodzinnego ciepła rekompensuje jej w znacznym stopniu rodzina i rodzeństwo jej najlepszej przyjaciółki i zarazem współlokatorki Uli. Ulka - roztrzepana, ale urocza dziewczyna trochę nieudolnie usiłuje zeswatać Beatę ze swoim bratem Jackiem, a dość niespodziewane zaproszenie na ślub siostry Beaty okazuje się być idealną wręcz okazją do tego.
Beata, która kilka tygodni wcześniej wynajęła prywatnego detektywa, aby ustalić prawdę o swoim pochodzeniu, dość niechętnie decyduje się na wyjazd w towarzystwie Jacka. Dochodzi jednak do wniosku, ze konfrontacja, jaka ją czeka, do przyjemnych należeć nie będzie i miło będzie mieć przy sobie przyjazną osobę. I jak się okazuje, obecność Jacka na weselu ratuje jej życie...
Książka jak na debiut literacki jest całkiem przyjemna. Jak już wspomniałam - trudną ją zaliczyć do literatury wysokich lotów, ale też nikt się niczego takiego po niej nie spodziewa. Krótka (jedyne 125 stron) jest wciągającą, przyjemną rozrywką na leniwe popołudnie. 6/10
wtorek, 22 stycznia 2013
6/52 "Sekretne życie pszczół" S. M. Kidd
Tytuł: Sekretne życie pszczół
Autor: Sue Monk Kidd
Wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz
Data wydania: 01 stycznia 2008
Autor: Sue Monk Kidd
Wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz
Data wydania: 01 stycznia 2008
Cudna książka, na którą miałam ochotę od momentu, kiedy obejrzałam Secret life of bees z Dakotą Fanning w głównej roli. Zazwyczaj staram się najpierw czytać powieść, a dopiero później oglądać nakręcony na jej podstawie film, ale w tym przypadku myślę, że gdyby nie piękne zdjęcia i wspaniała gra aktorów, nie sięgnęłabym po książkę.
Sekretne życie pszczół to opowieść o nastoletniej Lily Owens, która zmaga się z przedwczesną utratą matki i brakiem miłości ze strony ojca. Jedyną osobą, która wydaje się być jej naprawdę bliska, jest czarnoskóra niania Rosalene. Wszystko to na południu Stanów Zjednoczonych w latach 60. ubiegłego wieku. Trudno uwierzyć, ale zaledwie 40 lat temu czarnoskórzy obywatele USA otrzymali prawo do głosowania. Nie obeszło się oczywiście bez aktów przemocy i łamania praw prze białych, o czym również traktuje książka - bo to własnie niewłaściwe zachowanie wobec białych zmusza Rosalene i Lily do ucieczki z brzoskwiniowej farmy ojca tej ostatniej. Dziewczynka i jej niania trafiają na miodową farmę sióstr Boatwright, gdzie obie odnajdują nie tylko nową rodzinę, ale przede wszystkim spokój na przekór męczących ich demonów przeszłości.
Książka jest naprawdę piękna. Idealna w połączeniu z kubkiem aromatycznej herbaty słodzonej miodem. Sugestywna, z łatwością przenosi czytelnika do gorącej Karoliny Południowej. Historia opowiedziana z punku widzenia nastolatki, na dodatek białej, która znajduje swoje miejsce w domu czarnoskórych sióstr jest nie tylko ciekawa ze względu na pokazanie sposobu myślenia ludzi w tamtych czasach (ot choćby jej głębokie zdziwienie faktem, ze czarnoskóry chłopiec, w którym notabene się podkochuje, decyduje się na pójście do szkoły, w której uczą się biali), ale przede wszystkim dlatego, że Lily pomimo swojego młodego wieku zdaje się zauważać i rozumieć o wiele więcej, niż można by przypuszczać. 7/10
Książka jest naprawdę piękna. Idealna w połączeniu z kubkiem aromatycznej herbaty słodzonej miodem. Sugestywna, z łatwością przenosi czytelnika do gorącej Karoliny Południowej. Historia opowiedziana z punku widzenia nastolatki, na dodatek białej, która znajduje swoje miejsce w domu czarnoskórych sióstr jest nie tylko ciekawa ze względu na pokazanie sposobu myślenia ludzi w tamtych czasach (ot choćby jej głębokie zdziwienie faktem, ze czarnoskóry chłopiec, w którym notabene się podkochuje, decyduje się na pójście do szkoły, w której uczą się biali), ale przede wszystkim dlatego, że Lily pomimo swojego młodego wieku zdaje się zauważać i rozumieć o wiele więcej, niż można by przypuszczać. 7/10
niedziela, 13 stycznia 2013
4/52 "Zwyczajny facet" M. Kalicińska
Tytuł: Zwyczajny Facet
Autor: Małgorzata Kalicińska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 11 października 2011
Autor: Małgorzata Kalicińska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 11 października 2011
Moja czwarta książka w tym roku. Nadal pozostaję w kręgu polskiej literatury. Może nie tej najwyższych lotów, ale na pewno przyjemnej do czytania. Chociaż pomimo tego, że Zwyczajnego faceta czytało mi się lekko, to muszę przyznać, że w ogólnym rozrachunku mocno mnie ta książka przygnębiła.
Autorka tym razem postawiła na męskiego narratora - Wieśka, którego opowieść dotyczy głównie jego rozwalającego się małżeństwa. Tak w dużym skrócie i nie wdając się w wątki poboczne. A tych jest wiele, przede wszystkim oddalenie wynikające z wyjazdu za pracą do Finlandii, mało idealne kontakty z dziećmi, romansy z kobietami, męskie przyjaźnie. Główny bohater jest jak najbardziej realny, mam wrażenie, że takich mężczyzn jak on może być wielu w moim otoczeniu. Przeżywających rozstanie z rodziną i nie do końca radzących sobie z uczuciami, jakie temu towarzyszą. Tylko, czy mężczyźni naprawdę tak mocno analizują swoje uczucia w kontekście związków z innymi ludźmi? Niektórzy na pewno, choć moim zdaniem Kalicińskiej nie do końca udało się uchwycić męskość bohatera. Opisy scen miłośnych, bardzo zmysłowe, zwracające uwagę na szczegóły - zapach, fakturę skóry, niedoskonałości niemłodych już ciał etc. Bardziej mi to wszystko pasuje do miękkiej kobiety niż faceta. Ale chyba nie powinnam generalizować, tym bardziej, że poprzednią książka przeczytaną przeze mnie było Łóżko Wiśniewskiego, a ten nie ma sobie równych wśród polskich pisarzy w szczegółowym opisywaniu scen erotycznych i towarzyszącym im emocjom.
Bywały w powieści również momenty, kiedy miałam ochotę trzasnąć Wieśka w ucho i krzyknąć "weź się w garść cipko". Bardzo mnie denerwował miejscami, choć muszę przyznać, że polubiłam go na swój sposób. Co mnie jednak mocno zasmuciło, to postać jego żony Joanny. Koszmarna baba, a najgorsze, że znalazłam w niej swoje własne cechy. I pewnie nie ja jedna. Kalicińska pokazała kobiety w bardzo niekorzystnym świetle(choć nie wszystkie) i z ciężkim sercem przyznaje, że naprawdę my kobiety bywamy takie w rzeczywistym życiu. Dla mnie samej książka była powodem do zastanowienia się, czy może czasem faktycznie nie rozpętuję wielkiej burzy bez ważnego powodu, ranię bliskie mi osoby zostawiając za sobą głęboką rysę,której nie będę nigdy w stanie wymazać, choćbym nie wiem jak się starała. 6/10
Bywały w powieści również momenty, kiedy miałam ochotę trzasnąć Wieśka w ucho i krzyknąć "weź się w garść cipko". Bardzo mnie denerwował miejscami, choć muszę przyznać, że polubiłam go na swój sposób. Co mnie jednak mocno zasmuciło, to postać jego żony Joanny. Koszmarna baba, a najgorsze, że znalazłam w niej swoje własne cechy. I pewnie nie ja jedna. Kalicińska pokazała kobiety w bardzo niekorzystnym świetle(choć nie wszystkie) i z ciężkim sercem przyznaje, że naprawdę my kobiety bywamy takie w rzeczywistym życiu. Dla mnie samej książka była powodem do zastanowienia się, czy może czasem faktycznie nie rozpętuję wielkiej burzy bez ważnego powodu, ranię bliskie mi osoby zostawiając za sobą głęboką rysę,której nie będę nigdy w stanie wymazać, choćbym nie wiem jak się starała. 6/10
poniedziałek, 7 stycznia 2013
3/52 "Łóżko" J. L. Wiśniewski
Tytuł: Łóżko
Autor: Janusz L. Wiśniewski
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2011
Autor: Janusz L. Wiśniewski
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2011
Zbiór siedmiu opowiadań, w których autor opisuje emocje, z jakimi przychodzi nam sobie radzić w najróżniejszych sytuacjach życiowych. Zazdrość, strata i tęsknota, przyjaźń, zdrada, miłość, oddanie. Typowo dla Wiśniewskiego bardzo zmysłowo i ... nudnie.
Pierwszą książką tego autora, którą przeczytałam już dawno temu, była S@motność w sieci. Powieść zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, zakochałam się w niej natychmiast i przez kilka tygodni czytałam na okrągło. Historia miłości Jakuba i Ewy zawładnęła mną całkowicie oraz sprawiła, że uznałam Janusza L. Wiśniewskiego za świetnego pisarza, który nie tylko rozumie naturę ludzką, ale na dodatek potrafi o niej pięknie pisać. Kolejne jego książki były rozczarowująco wtórne. Zwłaszcza Los powtórzony, który w mojej opinii był niczym więcej, jak tylko odcinaniem kuponów od S@motności właśnie. Zawiodłam się na autorze i przestałam mieć o nim tak dobre zdanie jak wcześniej, aż do Bikini, które uważam za rewelacyjną pozycję. Mądrą i ważną, do tego świetnie napisaną. Nie wiem z czego wynika taka chwiejność w poziomie pisania autora. Bezsprzecznie ma talent i umie pisać na delikatne tematy w sposób, o jakim inni mogą tylko pomarzyć. A jednak jest jakiś dysonans.
Również w zbiorze Łóżko Wiśniewski naprawdę pięknie pisze o uczuciach. Problem w tym, że mam wrażenie, że już gdzieś to czytałam. Autor nie zaskakuje niczym nowym. Dodatkowo według mnie ponownie próbuje wykorzystać to, co przyniosło mu rozgłos. 6/10
niedziela, 6 stycznia 2013
2/52 "Spowiedź heretyka. Sacrum profanum" A. N. Darski, P. Weltrowski, K. Azarewicz
Tytuł: Spowiedź heretyka. Sacrum profanum.
Autor: Adam Nergal Darski, Piotr Weltrowski, Krzysztof Azarewicz
Wydawnictwo: G+J Gruner&Jahr
Data wydania: 21 listopada 2012
Kolejny wywiad-rzeka, tym razem z kontrowersyjnym muzykiem Adamem Nergalem Darskim, który szerszej publiczności kojarzy się głównie z romansu z Dodą. Za książkę wzięłam się głównie dzięki pozytywnym recenzjom znajomych i muszę przyznać, że była to naprawdę ciekawa lektura.
Nie jestem fanką muzyki uprawianej przez Nergala i jego zespół Behemot, co przekładało się również na moją nieznajomość owej osoby. Migał mi oczywiście na portalach plotkarskich w kontekście ognistego romansu z Dodą, później choroby nowotworowej, a na koniec udziału w programie Voice of Poland jako juror, ale nic poza tym. Aż do książki.
Napisana naprawdę przystępnie, nie kreuje Nergala ani na dziecko szatana, ani na rozwydrzonego celebrytę, a już najmniej na męczennika, który wyszedł z ciężkiej choroby li i jedynie dzięki swej bohaterskiej postawie. Adam Darski to normalny facet z krwi i kości (i to określenie jest jak najbardziej trafne i właściwe, chociaż i krew i kości w jego przypadku zostały poddane remontowi, czego wynikiem była choćby zmiana grupy krwi). Przeżywa wzloty i upadki, jak każdy inny: zakochuje się, wkurwia, odprawia balety i ciężko pracuje. Wszystko zbilansowane jeśli wierzyć książce, a w zasadzie nie wierzyć jej nie mam powodu, gdyż napisana została nie tylko przez samego Darskiego, ale również przy współudziale jego dwóch dobrych kumpli - Piotra Weltrowskiego (dziennikarza i muzyka, który również gra z Behemotem) oraz Krzysztofa Azarewicza (dziennikarz, poeta, filozof, którego współpraca z Behemotem polega przede wszystkim na współtworzeniu tekstów). No tak, żadna to gwarancja szczerego wywiadu, ale wydaje mi się, że Nergal zwyczajnie nie ma potrzeby kreowania się na kogoś kim nie jest. Osiągnął naprawdę wiele - jego zespół jest rozpoznawalny na świecie i koncertuje na każdej półkuli. A trzeba zaznaczyć, że chłopaki zaczynali od zera w dużym pokoju gdańskiego mieszkania rodziców Adama. Dodatkowo wygrał z chorobą i nadal żyje tak jak lubi, choć jak sam mówi, z każdym upływającym rokiem jest coraz bardziej wybredny.
Nergal jest postrzegany w Polsce jako osoba mocno kontrowersyjna, ponieważ jawnie przyznaje się do tego, że nie wierzy w Boga (ani Ojca, ani żadnego innego). Jak sam tłumaczy akt darcia Biblii na koncertach nie był przejawem nienawiści do katolicyzmu jako takiego, ale zwykłym elementem performance towarzyszącym graniu określonego rodzaju muzyki. Adam Darski uważa religie (nie tylko katolicyzm, ale odnosi się przede wszystkim do niego) za próby prania mózgu ludziom, którzy poddawani indoktrynacji niemal od zarodka stają się bezwolnymi owieczkami prowadzonymi na rzeź. A dla niego osobiście, który tak bardzo umiłował wolność, jest to nie do przyjęcia. I chyba to umiłowanie wolności najbardziej mi się w nim podoba. Ma bezsprzecznie hedonistyczny stosunek do życia, ale nie łapie wszystkiego, jak leci, a wybiera to, co uważa za najlepsze dla siebie. Koledzy mogą się śmiać z ćwiczonek i jogurcików, ale według mnie, świadomość siły fizycznej jest tak samo ważna jak psychicznej. A to, że Nergal to całkiem łebski facet, nie ulega wątpliwości. I choć niekoniecznie zgadzam się ze wszystkimi jego poglądami, to forma, w jakiej je przekazał swoim czytelnikom, wzbudza we mnie szacunek do niego jako człowieka. Warto przeczytać choćby tylko po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie. 8/10
#1
#4
Autor: Adam Nergal Darski, Piotr Weltrowski, Krzysztof Azarewicz
Wydawnictwo: G+J Gruner&Jahr
Data wydania: 21 listopada 2012
Kolejny wywiad-rzeka, tym razem z kontrowersyjnym muzykiem Adamem Nergalem Darskim, który szerszej publiczności kojarzy się głównie z romansu z Dodą. Za książkę wzięłam się głównie dzięki pozytywnym recenzjom znajomych i muszę przyznać, że była to naprawdę ciekawa lektura.
Nie jestem fanką muzyki uprawianej przez Nergala i jego zespół Behemot, co przekładało się również na moją nieznajomość owej osoby. Migał mi oczywiście na portalach plotkarskich w kontekście ognistego romansu z Dodą, później choroby nowotworowej, a na koniec udziału w programie Voice of Poland jako juror, ale nic poza tym. Aż do książki.
Napisana naprawdę przystępnie, nie kreuje Nergala ani na dziecko szatana, ani na rozwydrzonego celebrytę, a już najmniej na męczennika, który wyszedł z ciężkiej choroby li i jedynie dzięki swej bohaterskiej postawie. Adam Darski to normalny facet z krwi i kości (i to określenie jest jak najbardziej trafne i właściwe, chociaż i krew i kości w jego przypadku zostały poddane remontowi, czego wynikiem była choćby zmiana grupy krwi). Przeżywa wzloty i upadki, jak każdy inny: zakochuje się, wkurwia, odprawia balety i ciężko pracuje. Wszystko zbilansowane jeśli wierzyć książce, a w zasadzie nie wierzyć jej nie mam powodu, gdyż napisana została nie tylko przez samego Darskiego, ale również przy współudziale jego dwóch dobrych kumpli - Piotra Weltrowskiego (dziennikarza i muzyka, który również gra z Behemotem) oraz Krzysztofa Azarewicza (dziennikarz, poeta, filozof, którego współpraca z Behemotem polega przede wszystkim na współtworzeniu tekstów). No tak, żadna to gwarancja szczerego wywiadu, ale wydaje mi się, że Nergal zwyczajnie nie ma potrzeby kreowania się na kogoś kim nie jest. Osiągnął naprawdę wiele - jego zespół jest rozpoznawalny na świecie i koncertuje na każdej półkuli. A trzeba zaznaczyć, że chłopaki zaczynali od zera w dużym pokoju gdańskiego mieszkania rodziców Adama. Dodatkowo wygrał z chorobą i nadal żyje tak jak lubi, choć jak sam mówi, z każdym upływającym rokiem jest coraz bardziej wybredny.
Nergal jest postrzegany w Polsce jako osoba mocno kontrowersyjna, ponieważ jawnie przyznaje się do tego, że nie wierzy w Boga (ani Ojca, ani żadnego innego). Jak sam tłumaczy akt darcia Biblii na koncertach nie był przejawem nienawiści do katolicyzmu jako takiego, ale zwykłym elementem performance towarzyszącym graniu określonego rodzaju muzyki. Adam Darski uważa religie (nie tylko katolicyzm, ale odnosi się przede wszystkim do niego) za próby prania mózgu ludziom, którzy poddawani indoktrynacji niemal od zarodka stają się bezwolnymi owieczkami prowadzonymi na rzeź. A dla niego osobiście, który tak bardzo umiłował wolność, jest to nie do przyjęcia. I chyba to umiłowanie wolności najbardziej mi się w nim podoba. Ma bezsprzecznie hedonistyczny stosunek do życia, ale nie łapie wszystkiego, jak leci, a wybiera to, co uważa za najlepsze dla siebie. Koledzy mogą się śmiać z ćwiczonek i jogurcików, ale według mnie, świadomość siły fizycznej jest tak samo ważna jak psychicznej. A to, że Nergal to całkiem łebski facet, nie ulega wątpliwości. I choć niekoniecznie zgadzam się ze wszystkimi jego poglądami, to forma, w jakiej je przekazał swoim czytelnikom, wzbudza we mnie szacunek do niego jako człowieka. Warto przeczytać choćby tylko po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie. 8/10
#1
#2
#3
#4
#5
#6
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















