czwartek, 30 lipca 2009

Wielka stopa w obiektywie

Pochodzący z Niemiec Thomas Wührer to trzydziestoletni artysta - fotografik, na którego stronę internetową trafiłam zupełnie przypadkowo. I było to jedno z najciekawszych 'trafień' ostatnich dni. Zwłaszcza, kiedy obejrzałam galerię fotomontagen, gdzie znajdują się zdjęcia modelek z przesadnie wyeksponowanymi stopami.

Nie jestem do końca pewna, co autor miał na myśli – w zasadzie zupełnie nie wiem, o czym myślał podczas tej sesji zdjęciowej - co nie zmienia faktu, że fotografie z tak zaskakującym ujęciem tematu bardzo mi się podobają. Nie, nie jestem fetyszystką kobiecych stóp...






niedziela, 26 lipca 2009

Berek +

O Berku Marcina Szczygielskiego wspominałam wcześniej w innym poście. Książkę przeczytałam kilka tygodni temu, ale do tej pory trudno było mi napisać o niej cokolwiek, bo sama nie byłam przekonana, jakie wrażenia dominują po jej lekturze.

Brawurowo opowiedziana historia dwojga ludzi, których pozornie nie łączy nic poza wzajemną nienawiścią. Paweł, typowy wielkomiejski gej, i Anna, przedstawicielka moherowych beretów, choć mieszkają w jednej kamienicy, tkwią w swoich własnych światach. Żadne z nich nie jest zdolne do zaakceptowania stylu życia drugiej strony. Eskalacja ich konfliktu nieuchronnie musi doprowadzić do dramatycznej konfrontacji...
Dosadne opisy, bezkompromisowa satyra i niespodziewana delikatność rodem z filmu "Amelia" sprawiają, że "Berek" to lektura, od której nie sposób się oderwać.
Tyle notka z okładki.

Dla mnie książka jest przede wszystkim dowodem inteligencji i świetnego poczucia humoru autora. Mój ulubiony fragment to rozmowa Pawła (głównego bohatera) z jego najlepszym kumplem Michałem:

[...] Patrz, nie spotakła się z nim.
- Co?
- Kinga. Nie przyszła na spotkanie.
- Jaka Kinga?
- No, Cichopek, żona Mroczka.
- Michał, co ty pierdolisz?
- Cichopek. O, ta – Michał pokazuje na ekran. – Gra żonę Mroczka.
- Cichopek i Mroczek. Rany boskie, co to jest? Krasnoludki z Królewny Śnieżki? Na jagody?
- No coś ty! To największe polskie gwiazdy aktualnie!
- Straszne! Pewnie w następnym odcinku okaże się, że Cichopek i Koszałek Opałek mają romans, a Mroczek zawoła Żwirka i Muchomorka, żeby mu razem spuścili łomot.
- Głupi jesteś, ona jest bardzo fajna.
- Przerażające – mówię i zaciągam się blantem. Jestem już całkiem nieźle ujarany. – Idole masowej świadomości na miarę naszych czasów. Hejkum-kejkum. Rany boskie, żyjemy w Kingsajzie! [...]


Książka bywa też momentami obrzydliwa. Bardzo dosadne sceny seksu gejowskiego , których chyba jedynym celem jest zszokowanie czytelnika, bo jakoś nie umiem znaleźć w nich nic, co można by uznać za wyrafinowany zabieg literacki – mnie zwyczajnie odrzucają. I nie dlatego, że opis dotyczy par homoseksualnych, ale zwyczajnie nie podoba mi się “fizjologiczno-ginekologiczny” styl autora w tym przypadku. Może jestem uprzedzona, ale nawet jeśli wsadzanie palca w tyłek stanowi czystą przyjemność dla obu stron (bez względu na to, kto komu wsadza i czy jest to facet czy kobieta) to niekoniecznie chcę o tym czytać.

Obok scen seksu jest też wielkie pragnienie miłości. Bycia kochanym i potrzebnym. Kochania i troski o drugą osobę. I to w przypadku obu głównych postaci. Przerysowanych w swej odmienności, jednak jak się ostatecznie okazuje – bardzo do siebie podobnych w tym, czego pragną najbardziej. Warto przeczytać.

W warszawskim Teatrze Kwadrat w lutym tego roku miała miejsce premiera spektaklu Berek – czyli upiór w moherze, który powstał na podstawie powieści Szczygielskiego. W głównych rolach występują Ewa Kasprzyk i Paweł Małaszyńki.

wtorek, 30 czerwca 2009

Geldvermehrung

Jako początkujący foreksowiec, który zalicza finansowe wzloty i upadki (częściej) niemal z nabożną czcią przyjmuję wszelkie rozmnożenie pieniędzy na koncie. Naiwnie myślałam, że decyzje, które podejmuję mają z tym coś wspólnego… Jednak niemiecka firma Bontrust - Finance uświadomiła mi, że jednak nie. Wygląda na to, że moje złotówki często cierpią na migrenę. Albo globusa*.



* jak Emilia Korczyńska z Nad Niemnem

sobota, 20 czerwca 2009

"Władca Pierścieni" w TVN (to była reklama...)


Filmową trylogię Władcy Pierścieni Petera Jacksona ubóstwiam. Całość oglądałam kilka razy, łącznie z wydłużoną wersją reżyserską, a nawet jeszcze studenciem będąc wybrałam się do kina na nocny maraton filmowy tejże trylogii. Sama. I było bosko.

W tym miesiącu TVN uraczyło swoich widzów kolejnymi częściami Władcy Pierścieni i nie ma w tym nic wyjątkowego, bo wszakże to już nie pierwszy raz, gdy możemy oglądać w tv szpiczaste uszy boskiego Legolasa i owłosione stopy mniej boskiego Froda. Wyjątkowe natomiast są reklamy, przygotowane przez TVN jako „przypominajki”.

Drużyna Pierścienia



Dwie Wieże



Powrót Króla



Nie wiem, kto jest autorem tych reklam, ale wykazał się prawdziwą pomysłowością i poczuciem humoru. Lekko przewrotnym, bo czy mi się tylko wydaje, czy ta ostatnia jest o lekkim zabarwieniu gejowsko-erotycznym?

poniedziałek, 15 czerwca 2009

热带果王-榴莲


Durian - śmierdzący król owoców

Chyba żaden inny owoc nie wzbudza tylu sprzecznych uczuć co durian. Opakowany w grubą, kolczastą skórę kryje wnętrze pełne niespodzianek. Ponoć ludzie, którzy mieli okazję z nim obcować dzielą się na tych, którzy go kochają i na tych, co nienawidzą.
Owoc pochodzi z Indonezji, ale obecnie uprawiany jest w wielu krajach azjatyckich. Co ciekawe – jego smak w dużej mierze zależy od tego, gdzie wyrósł. Najsmaczniejszy durian uprawiany jest w Malezji i to właśnie jego odmiana uważana jest za króla owoców.

Podróżniczka i dziennikarka Beata Pawlikowska tak opisuje ten owoc: Opakowany w twardą, kolczasta skorupę. W środku - potwornie śmierdzący, jak zgniłe mięso połączone ze starym spleśniałym serem. Ale w smaku - bajeczny, śmietankowo-orzechowy, delikatnie kremowy...

Jedzenie duriana niektórzy porównują do kosztowania ambrozji w toalecie miejskiej i pewnie jest w tym sporo racji, skoro wnoszenie i spożywanie duriana w miejscach publicznych jest zabronione. Duriany sprzedawane są na targach miejskich i najczęściej od razu na miejscu zjadane, żeby ich okropny zapach nie mógł przylepić się do ubrania, włosów i wszystkich innych możliwych rzeczy w około.

Jednym z najbardziej znanych „durianów” na świecie jest mieszczące się w Singapurze Esplanade - Theatres on the Bay. Otwarte w październik 2002 roku centrum kulturalne – będące halą koncertową, centrum konferencyjnym i galerią sztuki jednocześnie – swoim kształtem przypomina przeciętego na pół ogromnego duriana, a sami Singapurczycy nazywają go Singapore Durian Convention Center.

czwartek, 11 czerwca 2009

Twilight & New Moon

Będąc w Polsce nie uległam wszechobecnej mani zaczytywania się w książkach Stephenie Meyer, jak również nie wpadłam w histerię po obejrzeniu Zmierzchu – ekranizacji pierwszej części sagi. Przyznam się, że całą serię traktowałam jak ubajkowioną odmianę literatury młodzieżowej, coś w sam raz dla nastoletnich dziewczątek będących fankami Hannah Montana itp. Dlatego też w księgarni półkę z sagą Twilight ominęłam szerokim łukiem, a do kina zwyczajnie nie poszłam. Kilka tygodni później wyjechałam…

Na miejscu postanowiłam spożytkować nadmiar wolnego czasu na poprawę języka – jednym słowem trochę z nudów zaczęłam czytać książki po angielsku. Niestety domowa biblioteczka nie mogła zaoferować mi nic ciekawego, więc z radością wybrałam się do księgarni. Uwielbiam księgarnie za ich cudowny zapach papieru i tuszu. Mogę godzinami myszkować między półkami, zachwycając się kolorami okładek, gładkością kartek. Wybrać jedną książkę i zatopić się w zupełnie innym świecie choć na kilka minut. Tak było i tym razem, choć poza klasyką literatury rozpoznawałam tylko niewielką część nazwisk autorów, w tym Stephenie Meyer. Wiedziałam, że jej książki będzie się czytało lekko, łatwo i przyjemnie. Skromne fundusze nie pozwalały zaszaleć, ale traf chciał, że księgarnia oferowała promocję trzy książki w cenie dwóch. Tym sposobem stałam się szczęśliwą posiadaczką trzech części sagi.


Z lekkim zażenowaniem muszę przyznać, że wpadłam w świat Belli Swan i Edwarda Cullena jak śliwka w kompot. Znajomość, a raczej niewystarczająca znajomość języka angielskiego nie pozwoliła mi stwierdzić, czy mam do czynienia z dobrą literaturą czy raczej z grafomanią, o jaka nieraz oskarżano panią Meyer. Fakt, że książka jest przesłodzona do granic możliwości, niemniej ma swój urok, a mnie pozwoliła poczuć się jakbym miała 14 lat.

Naturalnym krokiem dalej był zakup DVD z filmem. I przyznam się, że nie było to dobre posunięcie. Co tu dużo mówić – fajna historia z fantastyczną możliwością przedstawienia jej w postaci obrazów została mega spartolona. Gdybym nie czytała książki, nie wiedziałabym dlaczego postacie podejmują takie a nie inne decyzje, dlaczego Bella po zaledwie kilku rozmowach z Edwardem wie, że jest w nim zakochana, a Edward zachowuje się jak pies ze schizofrenią – jednego dnia warczy na nią bez powodu, a drugiego z maślanymi oczami nie odstępuje jej na krok i łasi się do nogi. Poza tym trochę drewniana gra aktorska – zwłaszcza odtwórczyni roli Belli - młodziutkiej Kristen Stewart, mydłkowaty Robert Pattinson, który z boskiego książkowego Edwarda zrobił niedojdę, a na koniec kilka wyłapanych błędów technicznych składa się na gniot filmowy. Który obejrzałam już cztery razy…

Obecnie czytam ostatnią część sagi i z niecierpliwością czekam na ekranizację Księżyca w nowiu, która ma pojawić się w kinach w listopadzie. Wiem, że reżyserują ją ktoś inny, co pozwala mieć cichą nadzieję, że filmowa druga część sagi będzie lepsza niż pierwsza.

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Single Ladies in London

W listopadzie ubiegłego roku ukazał się nowy, dwupłytowy album Beyoncé I Am... Sasha Fierce.

Obie płyty są odzwierciedleniem dwóch różnych osobowości wokalistki. I am - z utworami takimi jak If I Were A Boy, Ave Maria, czy moim ulubionym Halo - pokazuje jej spokojną, wrażliwą naturę, natomiast Sasha Fierce to zestaw bardziej dynamicznch, trochę zwariowanych piosenek, których słuchanie powodouje podrygiwanie, tudzież nieopanowane machanie nogą. Sama Beyoncé twierdzi, że Sasha Fierce to jej alter ego, które w końcu dostało własne imię: To tak jakbym miała w sobie kogoś, kto przejmuje nade mną kontrolę kiedy wychodzę na scenę i zaczynam swój występ. To drugie wcielenie chroni prawdziwą mnie, jaka kryje się pod make-upem, poza zasięgiem świateł sceny czy blaskiem jupiterów. Sasha jest bardziej zabawowa, agresywna i otwarta – czyli taka jaką fani znają mnie z tego, co robię w życiu. Podwójna pyta pozwala mi dokładniej opisać obydwie postaci.

Single Ladies (Put A Ring On It) jest głównym utworem na płycie Sasha Fierce. Piosenkę promuje czarno-biały teledysk, w którym Beyoncé wraz z dwoma towarzyszącymi jej tancerkami - wszystkie ubrane tylko w czarne, obcisłe kostiumy i wysokie obcasy - wykonują seksowny układ taneczny.

Kilka dni temu na Piccadilly Circus w samym centrum Londynu można było zobaczyć 100 młodych, ślicznych dziewczyn tak samo ubranych i tańczących dokładnie ten sam układ, co Beyoncé - oczywiście w rytm piosenki Single Ladies. Występ był żywą reklamą darmowego koncertu Beyoncé, który odbedzię się w londyńskim O2 Arena w listopadzie, a ktorego sponsorem jest Trident Gum.



Jak widać, bycie singielką, zwłaszcza w Londynie, może byc całkiem fajne...