Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z literą w tle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z literą w tle. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 lutego 2013

9/52 "Martwe jezioro" O. Rudnicka


Tytuł: Martwe jezioro
Autor: Olga Rudnicka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 30 października 2008

Debiut literacki z 2008 roku młodej pisarki Olgi Rudnickiej, która w swoim dorobku ma już 8 książek zaliczających się do kategorii kryminałków romansowych. Wybór tejże autorki był spowodowany lutowym wyzwaniem literackim obejmującym pisarzy na literę R, a także moim wyjazdem urlopowym, który wykluczał literaturę wyższych lotów (na Ericha Marię Remarque przyjdzie jeszcze odpowiednia pora, choć kiedy piszę tę recenzję w samolocie, w drodze powrotnej z przepięknej Madery, mam w głowie jedynie hasło raj utracony...)

Martwe jezioro opowiada historię Beaty Rostowskiej, która pomimo sukcesów odnoszonych na polu zawodowym, nie bardzo radzi sobie ze związkami, głównie z powodu trudnego dzieciństwa, nacechowanego nie tyle biedą czy patologią, ale brakiem emocjonalnej obecności rodziców. Dziewczyna przez całe swoje życie czuła się niechcianym, niekochanym dzieckiem, które choćby nie wiem jak bardzo się starało, nie potrafiło sprostać oczekiwaniom rodziców. Wyprowadzka z domu i rozpoczęcie życia na własny rachunek w wieku osiemnastu lat mogłoby załamać niejedną osobę. Ale nie Beatę, która nie tylko ukończyła studia ze świetnym wynikiem, ale również zdobyła pozycję szanowanego fachowca w swoim zawodzie. Brak rodzinnego ciepła rekompensuje jej w znacznym stopniu rodzina i rodzeństwo jej najlepszej przyjaciółki i zarazem współlokatorki Uli. Ulka - roztrzepana, ale urocza dziewczyna trochę nieudolnie usiłuje zeswatać Beatę ze swoim bratem Jackiem, a dość niespodziewane zaproszenie na ślub siostry Beaty okazuje się być idealną wręcz okazją do tego.

Beata, która kilka tygodni wcześniej wynajęła prywatnego detektywa, aby ustalić prawdę o swoim pochodzeniu, dość niechętnie decyduje się na wyjazd w towarzystwie Jacka. Dochodzi jednak do wniosku, ze konfrontacja, jaka ją czeka, do przyjemnych należeć nie będzie i miło będzie mieć przy sobie przyjazną osobę. I jak się okazuje, obecność Jacka na weselu ratuje jej życie...

Książka jak na debiut literacki jest całkiem przyjemna. Jak już wspomniałam - trudną ją zaliczyć do literatury wysokich lotów, ale też nikt się niczego takiego po niej nie spodziewa. Krótka (jedyne 125 stron) jest wciągającą, przyjemną rozrywką na leniwe popołudnie. 6/10

wtorek, 22 stycznia 2013

6/52 "Sekretne życie pszczół" S. M. Kidd

Tytuł: Sekretne życie pszczół
Autor: Sue Monk Kidd
Wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz
Data wydania: 01 stycznia 2008

Cudna książka, na którą miałam ochotę od momentu, kiedy obejrzałam Secret life of bees z Dakotą Fanning w głównej roli. Zazwyczaj staram się najpierw czytać powieść, a dopiero później oglądać nakręcony na jej podstawie film, ale w tym przypadku myślę, że gdyby nie piękne zdjęcia i wspaniała gra aktorów, nie sięgnęłabym po książkę. 

Sekretne życie pszczół to opowieść o nastoletniej Lily Owens, która zmaga się z przedwczesną utratą matki i brakiem miłości ze strony ojca. Jedyną osobą, która wydaje się być jej naprawdę bliska, jest czarnoskóra niania Rosalene. Wszystko to na południu Stanów Zjednoczonych w latach 60. ubiegłego wieku. Trudno uwierzyć, ale zaledwie 40 lat temu czarnoskórzy obywatele USA otrzymali prawo do głosowania. Nie obeszło się oczywiście bez aktów przemocy i łamania praw prze białych, o czym również traktuje książka - bo to własnie niewłaściwe zachowanie wobec białych zmusza Rosalene i Lily do ucieczki z brzoskwiniowej farmy ojca tej ostatniej. Dziewczynka i jej niania trafiają na miodową farmę sióstr Boatwright, gdzie obie odnajdują nie tylko nową rodzinę, ale przede wszystkim spokój na przekór męczących ich demonów przeszłości.

Książka jest naprawdę piękna. Idealna w połączeniu z kubkiem aromatycznej herbaty słodzonej miodem. Sugestywna, z łatwością przenosi czytelnika do gorącej Karoliny Południowej. Historia opowiedziana z punku widzenia nastolatki, na dodatek białej, która znajduje swoje miejsce w domu czarnoskórych sióstr jest nie tylko ciekawa ze względu na pokazanie sposobu myślenia ludzi w tamtych czasach (ot choćby jej głębokie zdziwienie faktem, ze czarnoskóry chłopiec, w którym notabene się podkochuje, decyduje się na pójście do szkoły, w której uczą się biali), ale przede wszystkim dlatego, że Lily pomimo swojego młodego wieku zdaje się zauważać i rozumieć o wiele więcej, niż można by przypuszczać. 7/10



niedziela, 13 stycznia 2013

4/52 "Zwyczajny facet" M. Kalicińska

Tytuł: Zwyczajny Facet
Autor: Małgorzata Kalicińska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 11 października 2011

Moja czwarta książka w tym roku. Nadal pozostaję w kręgu polskiej literatury. Może nie tej najwyższych lotów, ale na pewno przyjemnej do czytania. Chociaż pomimo tego, że Zwyczajnego faceta czytało mi się lekko, to muszę przyznać, że w ogólnym rozrachunku mocno mnie ta książka przygnębiła. 

Autorka tym razem postawiła na męskiego narratora - Wieśka, którego opowieść dotyczy głównie jego rozwalającego się małżeństwa. Tak w dużym skrócie i nie wdając się w wątki poboczne. A tych jest wiele, przede wszystkim oddalenie wynikające z wyjazdu za pracą do Finlandii, mało idealne kontakty z dziećmi, romansy z kobietami, męskie przyjaźnie. Główny bohater jest jak najbardziej realny, mam wrażenie, że takich mężczyzn jak on może być wielu w moim otoczeniu. Przeżywających rozstanie z rodziną i nie do końca radzących sobie z uczuciami, jakie temu towarzyszą. Tylko, czy mężczyźni naprawdę tak mocno analizują swoje uczucia w kontekście związków z innymi ludźmi? Niektórzy na pewno, choć moim zdaniem Kalicińskiej nie do końca udało się uchwycić męskość bohatera. Opisy scen miłośnych, bardzo zmysłowe, zwracające uwagę na szczegóły - zapach, fakturę skóry, niedoskonałości niemłodych już ciał etc. Bardziej mi to wszystko pasuje do miękkiej kobiety niż faceta. Ale chyba nie powinnam generalizować, tym bardziej, że poprzednią książka przeczytaną przeze mnie było Łóżko Wiśniewskiego, a ten nie ma sobie równych wśród polskich pisarzy w szczegółowym opisywaniu scen erotycznych i towarzyszącym im emocjom.

Bywały w powieści również momenty, kiedy miałam ochotę trzasnąć Wieśka w ucho i krzyknąć "weź się w garść cipko". Bardzo mnie denerwował miejscami, choć muszę przyznać, że polubiłam go na swój sposób. Co mnie jednak mocno zasmuciło, to postać jego żony Joanny. Koszmarna baba, a najgorsze, że znalazłam w niej swoje własne cechy. I pewnie nie ja jedna. Kalicińska pokazała kobiety w bardzo niekorzystnym świetle(choć nie wszystkie) i z ciężkim sercem przyznaje, że naprawdę my kobiety bywamy takie w rzeczywistym życiu. Dla mnie samej książka była powodem do zastanowienia się, czy może czasem faktycznie nie rozpętuję wielkiej burzy bez ważnego powodu, ranię bliskie mi osoby zostawiając za sobą głęboką rysę,której nie będę nigdy w stanie wymazać, choćbym nie wiem jak się starała. 6/10