Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 października 2011

They Draw and Cook

Jeśli istnieje coś takiego, jak prezent idealny, to jest nim na pewno ta książka. Przynajmniej dla mnie, ponieważ łączy w sobie wszystko to, co lubię najbardziej: czytanie i gotowanie, a wszystko w soczystej i bogatej okrasie pięknych ilustracji. Świeżo wydana (premiera 4.X.2011) książka poniekąd kucharska They Draw and Cook: 107 Recipes Illustrated by Artists from Around the World, stanowi jak dla mnie ewenement na rynku wydawniczym i na pewno ciekawą odmianą dla niepodzielnie królujących książek kucharskich Nigelli Lawson i Jamie Olivera. Ale bądźmy szczerzy, w tym przypadku, przepisy kulinarne są jedynie pretekstem do zaprezentowania szerszej publiczności talentu artystycznego ludzi z różnych zakątków naszego globu, w tym oczywiście również Polaków.

Pomysłodawcami i realizatorami przedsięwzięcia jest pochodzące z USA rodzeństwo Nate Padavick i Salli Swindell, którzy już od ponad 10 lat wspólnie tworzą, rysują i projektują. Pomysł na tę niezwykła książkę kucharską zrodził się podczas rodzinnych wakacji, kiedy to Nate próbował przypomnieć sobie przepis na ulubione danie –fettuccini z figami, a Salli w tym czasie rysowała miskę z figami. Oboje doszli do wniosku, że rysowanie jedzenia to nie tylko wielka frajda, ale i świetny pomysł na stworzenie książki z przepisami na ulubione potrawy. Do współpracy zaprosili wszystkich znajomych i nieznajomych. Nate opublikował na blogu prośbę o zgłaszanie ilustrowanych przepisów na ulubione dania i dość szybko zaczęły napływać prace z całego świata. Od profesjonalnych grafików, zawodowych artystów, ale też od zwykłych ludzi, którzy zwyczajnie lubią rysować i gotować jednocześnie. Rezultatem jest ta oto książka, która przyciąga nie tylko różnorodnością barw, ale i smaków

Spaghetti al Pomodoro by Serena Veslemøy

Retro Cocktails by Michael Robertson

Rudolph's Red-Nosed Pasta by Kristin Jackson

Ajiaco Bogotano by Lisa Bueno

Left Over Patty by Alect Pee

Nega-Maluca by Ivana Amarante Bombana


środa, 3 listopada 2010

Muchomory na humory

Jesień za pasem, wiatr szaleje a mnie od trzech dni nie przestaje boleć głowa. Jak mi ktoś napisze, że "starość nie radość" to uduszę i pociacham tępym nożykiem. Ale… by się pozbyć złych humorów, robię zupę z muchomorów […] Muchomory na humory, grzybki w sosie na muchy w nosie.* O!

A jeśli ktoś nie trawi zupek, to polecam tort z muchomora czerwonego. Oto przepis:

3 dojrzałe, barwne kapelusze muchomora
2 i 1/2 szklanki cukru pudru
5 żółtek
kostka masła
cytryn
dwie łyżki rumu

Kapelusze skropić rumem. Utrzeć żółtka z dwiema szklankami cukru pudru i masłem. Dodać drobno posiekaną skórkę z cytryny. Przekładać kapelusze masą. Czerwony kropkowany wierzch tortu oblać lukrem zrobionym z reszty cukru pudru i soku cytrynowego. Jeść powoli. Czekać.**



*Muchomory - Maria Peszek
**Dom dzienny, dom nocny - Olga Tokarczuk

sobota, 8 maja 2010

Bertolli - od pasji do perfekcji

Kocham masełko Bertolli i kocham reklamy telewizyjne produktów tej firmy. Są dowodem na to, jak wykorzystując poczucie humoru odbiorcy można w pomysłowy sposób zachęcić do kupowania zwykłych produktów spożywczych.

Historia firmy sięga 150 lat wstecz. Wszystko zaczęło się w 1865r. w małej toskańskiej miejscowości Lucca, gdzie małżeństwo Francesco i Caterina Bertolli otworzyli w swoim domu sklepik, w którym sprzedawali oliwę z oliwek własnej produkcji. Od tamtego czasu firma rozrosła się na międzynarodową skalę i dzisiaj w swojej ofercie ma nie tylko oliwę, ale różnego rodzaju sosy do makaronu, masło i dressingi do sałatek.

Masło


Masłomargaryna


Sos do spagetti

czwartek, 11 lutego 2010

Pączek z dziurką

Dzisiaj Tłusty Czwartek – czyli moje prywatne święto, o którym totalnie zapomniałam. Niestety. A może na szczęście.

Kiedyś Tłusty Czwartek początkował Tłusty Tydzień, kiedy to można było popuszczać pasa dowoli przed okresem postu – a pączek wcale nie był puszystą kulką z ciasta drożdżowego i nadzieniem, tylko twardym wypiekiem z ciasta chlebowego ze słoniną pieczonym na smalcu.
Smacznego!

poniedziałek, 15 czerwca 2009

热带果王-榴莲


Durian - śmierdzący król owoców

Chyba żaden inny owoc nie wzbudza tylu sprzecznych uczuć co durian. Opakowany w grubą, kolczastą skórę kryje wnętrze pełne niespodzianek. Ponoć ludzie, którzy mieli okazję z nim obcować dzielą się na tych, którzy go kochają i na tych, co nienawidzą.
Owoc pochodzi z Indonezji, ale obecnie uprawiany jest w wielu krajach azjatyckich. Co ciekawe – jego smak w dużej mierze zależy od tego, gdzie wyrósł. Najsmaczniejszy durian uprawiany jest w Malezji i to właśnie jego odmiana uważana jest za króla owoców.

Podróżniczka i dziennikarka Beata Pawlikowska tak opisuje ten owoc: Opakowany w twardą, kolczasta skorupę. W środku - potwornie śmierdzący, jak zgniłe mięso połączone ze starym spleśniałym serem. Ale w smaku - bajeczny, śmietankowo-orzechowy, delikatnie kremowy...

Jedzenie duriana niektórzy porównują do kosztowania ambrozji w toalecie miejskiej i pewnie jest w tym sporo racji, skoro wnoszenie i spożywanie duriana w miejscach publicznych jest zabronione. Duriany sprzedawane są na targach miejskich i najczęściej od razu na miejscu zjadane, żeby ich okropny zapach nie mógł przylepić się do ubrania, włosów i wszystkich innych możliwych rzeczy w około.

Jednym z najbardziej znanych „durianów” na świecie jest mieszczące się w Singapurze Esplanade - Theatres on the Bay. Otwarte w październik 2002 roku centrum kulturalne – będące halą koncertową, centrum konferencyjnym i galerią sztuki jednocześnie – swoim kształtem przypomina przeciętego na pół ogromnego duriana, a sami Singapurczycy nazywają go Singapore Durian Convention Center.

sobota, 7 lutego 2009

Choco & chili


Zawsze śmieszyły mnie reklamy rozpływającej się w ustach czekolady o aksamitnym smaku. Aż do momentu, kiedy spróbowałam mlecznych pralinek Lindor firmy Lindt. Czekoladki rozpłynęły się w moich ustach, a na języku poczułam ich słodki, aksamitny smak... Od tej pory jestem wielką fanką słodyczy wyrabianych przez tą szwajcarską firmę, która może poszczycić się już prawie 160-letnią tradycją.

Przyznaję, że mam słabość do czekolady i do słodyczy ogólnie. Ale umiem również docenić smak, który w szczególny sposób dogodzi mojemu podniebieniu. Taki smak odkryłam w kolejnym produkcie Lindt. Pod wpływem kolegi, który wrócił niedawno z Ameryki Południowej postanowiłam spróbować czekolady z chili, o której wspominał w swoich opowieściach. Oczywiście on nie jadł tam szwajcarskich słodyczy, tylko te wyrabiane na miejscu, ale jego opowiadanie sprawiło, że pociekła mi ślinka na myśl o tym egzotycznym połączeniu czekolady z chili.

Oczywiście sięgnęłam po moją ulubioną markę, która jednocześnie jest jedną z niewielu dostępnych w polskich sklepach produkujących słodycze o takim smaku. Kupiłam gorzką czekoladę z chili z serii Excellence.
Spróbowałam... i znów się rozpłynęłam. Mnie samej trudno ubrać w słowa smak, który czułam trzymając na języku kostkę czekolady i pozwalając, żeby powoli roztapiała się w moich ustach. Na stronie internetowej firmy czekolada jest tak opisana:
Koneserzy czekolady, którzy spróbują Excellence Chili, poczują najpierw delikatny, zrównoważony smak kakao, a następnie wyjątkowy posmak korzenny, harmonijnie wpisujący się w smak główny. Czekolada Lindt z chili tworzy niezwykłe doznania zmysłowe. To najwyższej jakości czekolada o korzennym posmaku, wzbogacona szczyptą chili, które podkreśla wyraźny smak czarnej czekolady.

Co mogę dodać? Niebo w gębie po prostu...