Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 19 stycznia 2014
Sposób na kobietę. Szalona komedia romanca.
Miałam dzisiaj okazję brać udział w przedziwnym spektaklu Sposób na kobietę, który odbył się w sali teatralnej POSK-u w Londynie. Dlaczego brać udział, a nie tylko oglądać? Bo wszyscy widzowie na sali zostali gładko wkręceni w kłótnię pomiedzy aktorami a jednym mężczyzną z widowni, który jak się później okazało - również był aktorem. Z renesansowego Neapolu zostaliśmy błyskawicznie przeniesieni do współczesnego Londynu (choć równie dobrze mogłaby to być np. Warszawa), a sama sztuka z tragedii klasycznej przeobraziła się w komedię iście gombrowiczowską.
Jak dla mnie - średnio to wszystko wypadło. Świetna gra Marcela Wiercichowskiego, to duży plus. Magda Walach i Paweł Okraska również nieźli, ale sama sztuka - mocno wydumana. Chyba nie na mój gust, choć ogólnie było dużo śmiechu. Tuż zaraz po kompletnym zmieszaniu.
sobota, 24 listopada 2012
The BodyGuard Musical

Miałam dzisiaj okazję oglądać przedstawienie musicalowe jednego z największych hitów kinowych lat 90. - The Bodyguard.
Któż nie pamięta historii pięknej piosenkarki Rachel Maroon, w którą wcieliła się Whitney Houston, bożyszcze muzyczne lat 80. i 90. oraz jej wiernego ochroniarza Franka, w tej roli Kevin Costner...? Jako nastolatka płakałam na tym filmie rzewnymi łzami, kochałam Franka i podziwiałam za jego odwagę i oddanie. A do tego ścieżka dźwiękowa filmu, która przyprawiała mnie o dreszcze. Nawet teraz słuchając I will always love you albo I have nothing w wykonaniu Whitney czuję przyjemne mrowienie na karku.
Zapewne nie bez znaczenia jest fakt, że musical wystawiono w tym samym roku, w którym odeszła Whitney. Być może jako hołd złożony królowej popu, która niezaprzeczalnie była. Bez względu jednak na powody, którymi kierowali się twórcy musicalu, muszę przyznać, że udało im się stworzyć prawdziwy hit, który będzie gościł na West Endzie długi czas. Piękne kreacje gwiazdy filmowej i sceny muzycznej, ciekawe dekoracje i rozwiązania sceniczne, ale przede wszystkim - fantastyczna grupa artystów, których śpiew i taniec sprawił, że miałam naprawdę wyjątkowe popołudnie. Polecam każdemu, kto ma okazję być w Londynie i lubi musicale. Warto!
czwartek, 18 marca 2010
Mamma mia!
Wczoraj miałam przyjemność obejrzeć na żywo musical Mamma Mia! I była to rzeczywiście prawdziwa przyjemność, bo nie tylko uśmiałam się jak dzika norka, to jeszcze miałam okazję pośpiewać głośno ponadczasowe przeboje ABBY bez strachu, że ktoś mnie zbeszta za fałszowanie. Masterpiece po prostu!
Wstyd się przyznać, ale kiedy w 2008 w kinach pojawił się film o tym samym tytule, nie wiedziałam jeszcze, że został nakręcony na podstawie musicalu. Ta słodka niewiedza nie przeszkodziła mi zupełnie w natychmiastowym zakochaniu się w filmie, który według mnie jest rewelacyjny. Może z wyjątkiem postaci wyłupiastookiej Sophie. Ale Meryl Streep jako Donna i mój ulubiony Colin Firth grający Harrego świetni, choć trudno jest mi stwierdzić, czy lepsi niż aktorzy teatralni. Oglądanie sztuki na żywo wywołuje zupełnie inne emocje, a skoro w teatrze niemal bez przerwy wyłam ze śmiechu, znaczy, że aktorzy występujący w musicalu świetnie się spisali. Zwłaszcza odtwórczyni roli Rosie – Katy Secombe.Musical Mamma mia! miał premierę w londyńskim Prince Edward Theatre w kwietniu 1999 roku. Ale wszystko zaczęło się niemal 10 lat wcześniej, kiedy Judy Craymer późniejsza producentka przedstawienia wpadła na pomysł wykorzystania piosenek szwedzkiej grupy ABBA do opowiedzenia historii, która porwie publiczność i zarazi ją swoją pozytywną energią. I udało się to dzięki współpracy Catherine Johnson, autorki scenariusza i dialogów oraz męskiej połowy zespołu ABBA - Björnowi Ulvaeusowi i Benny’emu Anderssonowi, którzy opracowali muzykę. Całość wyreżyserowała Phyllida Lloyd. I choć żaden z autorów musicalu tak do końca nie wiedział, czego można się spodziewać po premierze – show okazał się hitem, który od ponad dziesięciu lat nie schodzi z afiszy nie tylko w Londynie, ale m.in. również w Toronto i Nowym Jorku.
niedziela, 26 lipca 2009
Berek +
O Berku Marcina Szczygielskiego wspominałam wcześniej w innym poście. Książkę przeczytałam kilka tygodni temu, ale do tej pory trudno było mi napisać o niej cokolwiek, bo sama nie byłam przekonana, jakie wrażenia dominują po jej lekturze.Brawurowo opowiedziana historia dwojga ludzi, których pozornie nie łączy nic poza wzajemną nienawiścią. Paweł, typowy wielkomiejski gej, i Anna, przedstawicielka moherowych beretów, choć mieszkają w jednej kamienicy, tkwią w swoich własnych światach. Żadne z nich nie jest zdolne do zaakceptowania stylu życia drugiej strony. Eskalacja ich konfliktu nieuchronnie musi doprowadzić do dramatycznej konfrontacji...
Dosadne opisy, bezkompromisowa satyra i niespodziewana delikatność rodem z filmu "Amelia" sprawiają, że "Berek" to lektura, od której nie sposób się oderwać. Tyle notka z okładki.
[...] Patrz, nie spotakła się z nim.
- Co?
- Kinga. Nie przyszła na spotkanie.
- Jaka Kinga?
- No, Cichopek, żona Mroczka.
- Michał, co ty pierdolisz?
- Cichopek. O, ta – Michał pokazuje na ekran. – Gra żonę Mroczka.
- Cichopek i Mroczek. Rany boskie, co to jest? Krasnoludki z Królewny Śnieżki? Na jagody?
- No coś ty! To największe polskie gwiazdy aktualnie!
- Straszne! Pewnie w następnym odcinku okaże się, że Cichopek i Koszałek Opałek mają romans, a Mroczek zawoła Żwirka i Muchomorka, żeby mu razem spuścili łomot.
- Głupi jesteś, ona jest bardzo fajna.
- Przerażające – mówię i zaciągam się blantem. Jestem już całkiem nieźle ujarany. – Idole masowej świadomości na miarę naszych czasów. Hejkum-kejkum. Rany boskie, żyjemy w Kingsajzie! [...]
Książka bywa też momentami obrzydliwa. Bardzo dosadne sceny seksu gejowskiego , których chyba jedynym celem jest zszokowanie czytelnika, bo jakoś nie umiem znaleźć w nich nic, co można by uznać za wyrafinowany zabieg literacki – mnie zwyczajnie odrzucają. I nie dlatego, że opis dotyczy par homoseksualnych, ale zwyczajnie nie podoba mi się “fizjologiczno-ginekologiczny” styl autora w tym przypadku. Może jestem uprzedzona, ale nawet jeśli wsadzanie palca w tyłek stanowi czystą przyjemność dla obu stron (bez względu na to, kto komu wsadza i czy jest to facet czy kobieta) to niekoniecznie chcę o tym czytać.
Obok scen seksu jest też wielkie pragnienie miłości. Bycia kochanym i potrzebnym. Kochania i troski o drugą osobę. I to w przypadku obu głównych postaci. Przerysowanych w swej odmienności, jednak jak się ostatecznie okazuje – bardzo do siebie podobnych w tym, czego pragną najbardziej. Warto przeczytać.W warszawskim Teatrze Kwadrat w lutym tego roku miała miejsce premiera spektaklu Berek – czyli upiór w moherze, który powstał na podstawie powieści Szczygielskiego. W głównych rolach występują Ewa Kasprzyk i Paweł Małaszyńki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
